0 u“ycie imies�owu przymiotnikowego uprzedniego

w jązyku polskim

.............................

Kronikarz opowiada (kto by dzisiaj wierzy� kronikarzom)

“e kiedy Fortynbras, Polską na zbity �eb zawojowawszy, wąglem a “ytem ob�adowany powr·ci� nielicznych jeszcze “ywych kr·tko za mordą uj‡©

Kolega Klasyk, wronie spod ogona wypad�szy

lizawką wspomnianemu uskuteczni�, aplikuj‡c mu

Tren-Albo-Sen.

W·wczas te“ biedny Joryk wkurwi� sią do tego stopnia e“e z grobu powstawszy, a palanta za kaftan chwyciwszy w ta s�owa klienta u»wiadamia�.

Ÿe kiedy» w podobnej przestrzeni Arcykap�an, faraona wygryz�szy, rz‡dzi� bez drgnienia i bez pomy�ki

to jeszcze nic, to jeszcze nic a nic.

I mo“na w sobie mie© nie wiadomo co, nawet je»li ty cokolwiek w sobie masz

i nic to nie pomo“e, poza tym, co mia� 0n: ten jeden b�ysk w oku

kt·ry nie wystarczy� jemu sam na wszystko

i bez kt·rego wszystko jest po prostu na nic

[tu mam na my»li tw·j przypadek].

I nie pomog‡ lata o jeszcze bardziej na p·�noc

ani tam, gdzie m·zg zostawia sią w szatni jagiellonki

i pijany szatniarz po niej kred‡ rysuje co mu przyjdzie w szyją

a nawet w innych, jeszcze lepszych

przechowalniach bohater·w 0.m.c.

A Polak·w zostaw w spokoju

z ich samoobs�ugow‡ martyrologi‡ i martyrologiczn‡ samoobs�ug‡

w ko½cu truskawki same sią nie zbior‡

ani wucet nie odetka

Mamy teraz takie czasy, “e jelenie

s‡ naprawdą tylko w terenie

i warto wzi‡© je pod ochroną.

a od pouczania jeste»my my, b�ačni sensu stricto, a nie

sensu largo

a nad twoj‡ czaszk‡ na pewno nikt sią nie zaduma ju“ wiesz dlaczego

i nie poradzisz na to nic w tym najzasra½szym ze »wiat·w

A imies�·w to naprawdą piąkna rzecz

i naucz sią przynajmniej tej jednej rzeczy z ca�ej tej tyrady kto by dzisiaj wierzy� kronikarzom

- - -

Muzo, gniew Achillesa w kląski opiewaj brzemienny

Zmierzaj w‡tkiem do sedna, a nie zapomnij o »rodku.

Plot‡ nuty aojda; jedna rzecz pewna zosta�a:

Oto zginie Achilles strza�‡ trafiony Pryjama

Kt·“ powiedzia� o losie: szybszy, ni“ strza�a Apolla?

Jakie“ bog·w wyroki? losy gdzie“ drzemi‡ ukryte;

S‡-li-“ skryte w eterze, strzeg‡-“ ich harpie zazdrosne?

Zeus Parki obwinia rzadko mu d�u“ne bąd‡ce

Wszy iskaj‡c filozof palec podnosi: bogowie.

Kt·re bogi? A kt·ry palec filozof podniesie?

Czym“e p�aczu jest pad·�; je»li portow‡ tawern‡

Kt·“ nalewa do kufli; je»li portowym burdelem

Burdelmamą jak zow‡; je»li portow‡ megier‡

Jakie“ w g�owie jej wichry? O te nie pytaj uczonych.

Pythi spytaj kap�anek lub lepiej s�u“ek kap�anek

Czym“e los jest? Dlaczego ton‡ w tej sieci pajączej

Zanim paj‡k dopad�szy czarne zatopi odn·“a

Jedni, drudzy na przestrza� sploty dziurawi‡ szerszeniem?

Spytaj s�u“ek kap�anek albo ich s�u“ek zapytaj

Gdy sią wkupisz w ich �aski, mo“e dos�yszysz sią prawdy.

M·wi dziwne przys�owie kr·tko: kto Pytia, nie b�‡dzi.

Kim by� ten, co sią ukry� we fraucymerze kr·lewskim?

Czemu“ wyb·r mu dano: “ycie niewiast‡, nie mą“em

Albo Ereb przepastny kądy Kerberos pch�y puszcza?

Czemu los ten odrzuci� “ycia nie“‡dny eunucha?

C·“ mu by�o zosta�o ani ognisko domowe

miecz powieszony na »cianie stara klucznica przy odrzwiach

lub c·“ innego z wszystkiego tego, co ludziom jest dane

je»li nie jest zabrane aby» sią pyta� dlaczego.

Czyli“ los jest niewiast‡ wzrokiem goni‡c‡ “urawie

Albo mą“em goni‡cym “‡dz‡ co straci� na zawsze

Albo bia�ym oseskiem co jest cho© nie wie o bycie

Mo“e hydr‡ siedmio�b‡, albo niedojn‡ sfinksic‡?

Niech odpowie Ajsklepios patron nieludzkich doktor·w

Czemu znowu o losie; Muzo uciekasz od w‡tku.

W starym chramie w opoce tr·jn·g gdzie »lady odcisn‡�

S�owo Achill odkryto mąsk‡ skre»lon‡ prawic‡

(Cho© do szko�y nie chodzi�, nie by� z pewno»ci‡ ma½kutem)

Co tu robi� Achilles jakie“ zagna�y go losy

Tutaj, kądy los ludzki zieje rozwart‡ mg�awic‡

Niczym gąba rozwarta ©woka, co wierzy w demony

Jak kto» pszczo�om sią k�ania, trutnie wielbi‡cy nabo“nie

Kiedy inny w bar© wk�ada ramią i siąga do g�ąbi?

Wiącej pyta½ powraca je»li ocala� Achilles

Kto pozosta� na “ertwą sąpom na ziemi troja½skiej

Kto nie zazna� nic prawie z tego, co ludziom jest darem?

Kt·ry czytasz te s�owa porzu© wszelak‡ nadzieją

Ty nim jeste» i nie my»l “e nie potrafi kap�anka

Ani s�u“ka kap�anki ni s�u“ka s�u“ki kap�anki

Ani wszelki byt ludzki schodzi© z pado�u nieskory

Zmieni© cz�ek·w miejscami; czym“e s‡ lata i wiorsty

Czym“e mile eony. Przeto b‡dč mą“ny, herosie

Z losu mgnienia zrz‡dzenia, nawet gdy sam w to nie wierzysz

I padaj‡c na strzale, niczym komandos na minie

Westchnij za s�uszn‡ sprawą: niech “yje emancypacja.

- - -

Cho© nie jestem zbawc‡ ludzko»ci

Ni prorokiem drapanym w piąty

Czasem we mnie ta my»l zago»ci

Jestem wykląty

Wdam sią w pierwsz‡ lepsz‡ fujarą

Co post mortem w ten dese½ plecie

Co zostanie po mnie? Stron parą

Na Internecie

Cypek Norwid wbija� z‡b w »cianą

Te“ mam wprawą w klepaniu bidy

Lecz kto skaza� mnie na tak zwane

Cią“kie norwidy

Piszesz pi·rem trzema czterema

S�awy pot‡d, co twoja klitka

Na wieszaku jest, czy ju“ nie ma

Czapka norwidka

Czy mi “al nie m·wią “e wcale

Wszystko ma swoje dobre strony

Przyjdzie czas m·j kitą odwalą

niedoceniony

Nie ma mowy, chyba te“ wiecie

Bo nie jestem a“ takim jo�opem

Jecha© na wilczurzym bilecie

Ani nie open.

Po kolei czy nie pokolei

Ka“dy wykrot miewa sw·j kraniec

Ja te“ nie traci�em nadziei

Zosta� kaganiec.

Sko½cz‡ dwa zakochane robale

Miodowy miesi‡c na dnie mojej g�owy

Bądzie cud facet nieznany wcale

Nagle kultowy

Powie kto» kryguj sią,

Wania-wstania Bo lubimy to my pismaki

Bywam trudny do wytrzymania

Lecz nie a“ taki

Kto przejmuje sią, najmniej wsk·ra

Ma�y krok to ku ocaleniu

Ale kiedy“ za»wita dziura

W mym przeznaczeniu

Kiedy w ko½cu jak grafomana

Po�knie mnie biblioteki katalog

Aklamacj‡ trumna ma przyklepana

A mia� by dialog

Gdy to czytasz drogi Kolego

I ju“ my»lisz witamy w klubie

To sią pewnie pytasz dlaczego

Bo ja tak lubią

- - -

Wiewi·rka na czubku drzewa

U»miecha sią do gin‡cego s�o½ca

patrzy na Ogr·d Luksemburski

Wiatr z p·�nocy �askocze j‡ w ogon

Patrzy w dal mo“e jej “al mo“e

Ma jeszcze inne pomys�y

Zej»© z drzewa i to jeszcze na dw·ch �apkach

I potem ale to nie moment na “arty

Jeszcze wida© Ogr·d Botaniczny

Chcia�bym by© tak‡ trawk‡ mie© d�ug‡ �aci½sk‡ nazwą

Tabliczką i resztą: to, czego nie ma, a co

Czyni to, “e sią jest czym» specjalnym

Ob�oki pod nieba he�mem

Patroluj‡ ulotnym szwadronem

Po widnokr‡g b�ąkitni huzarzy

Rozsiewaj‡ b�ąkitny tątent

Z traw wype�za aksamitna mg�a

Jakby dzi» sią zrodzi�a, dziewicza od skojarze½

Czy ju“ zaraz nad miastem zechce zab�ysn‡© �una

Zwyk�a nocna �una nad zwyk�ym nocnym miastem

zapomnia�em sią przedstawi© mo“e to i dobrze

nazwisko niewasze ko½czy sią na -itzky

resztą wida© szlify generalskie

orze� bez kompleks·w na pikelhaubie

czy cieszą sią, “e na stare lata

dane mi by�o odwiedzi© to miasto

Jeszcze tutaj nie zrobili z owsa ry“u

A za p·čno, by zbombardowa©

Bastylią

Syn sią rwa� na “abojad·w nie pu»ci�em

Siedzi w szkole junkr·w na baczno»© wkuwa musztrą

Strzelanie i taniec taniec i strzelanie

Jak go znam gryzie bia�e rące do krwi

I nie bądzie sią uczy© francuskiego

Tylko musztrą taniec i strzelanie

Jeszcze sią komu» nie spodoba

“e sią nazywasz na -itzky

Jak mnie zechce zobaczy© na oczy

Dam mu bukiet paryskiej konwalii

Tutaj ju“ posprz‡tali barykady

Bardziej na p·�noc czeka jeszcze parą powsta½

S�o½ce jest ju“ u siebie w tej krainie

Gdzie podobno wszystko jest proste

Schnie konwalia w tomiku Rousseau

To ja ju“ p·jdą

- - -

Ju“ piątnasta na zegarze

Mrok zapada, czarci czas

Patrz pod nogi, Baltazarze

Bo obrobi‡ znowu nas

Sp·jrz »wi‡tynia b�yszczy mo“e

Wreszcie szczą»cie sprzyja nam

Na pergamin sp·jrz Melchiorze

Czy to tam nie to nie tam

Znowu miasto hotel bazar

gdzie kto “ywy ceni sią

Melchior Kacper i Baltazar

Patrz‡ w ksiągą jeszcze nie

Przecie“ my go nie znajdziemy

W jakim »wiecie kiedy“ gdzie“

Nie truj Kasprze kt·“ jak nie my

Przecie“ szukasz, wiąc sią ciesz

Tu go znaleč© co» takiego

D�ugo bądą buty dar�

Inny nie ma nawet tego

Trzeba ceni© ka“dy dar

Graj‡ harfy sk‡d nikt nie wie

I blask nag�y zbija z n·g

W resztkach s�omy w starym chlewie

To nie bąkart ale B·g

Nie zosta�o nic po trudzie

Trwoga z serca niby g�az

Trwaj sekundo. Id‡ ludzie

Wstawa© kr·le na nas czas

O �zy l“ejsi i prezenty

Bro½ za pasem, nogi te“

Wiąc znalaz�e» jeste» »wiąty

Tu s‡ ludzie wiąc sią strze“

Kosmologia astrologia

Klejnot na dnie siedmiu m·rz

Ka“dy py�ek chwali Boga

A “e ludzie s‡, to c·“

Lubi‡ Boga bra© w ajencją

R“n‡© sią o to, lepszy czyj

Trzeba odej»© w tym momencie

Jak masz dok‡d, to sią skryj

Wrza»nie kto» nieczysta si�o

Drugi sią uk�oni w pas

Powie trzeci nic nie by�o

īwieci Gwiazda na nas czas