Marcin īwietlik mia� szkolonego koczkodana

Karmi� go papierem od wieczora do rana

M·wi� mu koczkodanie ja cią kocham nies�ychanie

I czu�, “e to by�o co»

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

Po cią“kim dniu spądzonym na kolaboracji

Marcin īwietlik wieczorem wstawa� od kolacji

I m·wi� koczkodanie ty moje kochanie

napisz mi wiersz

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

Pewnego dnia Liga Obrony Praw Koczkodan·w

upomnia�a sią o prawa zwierzaka

Marcin īwietlik siedzia� sam po dniu kolaboracji

i czu�, “e to by�o nic

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

Marcin īwietlik za butelką wina

za�atwi� sobie cesarskiego pingwina

I rzek� mu czy chcesz, czy nie m·j kochany pingwinie

napisz mi wiersz

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

Pingwin odrzek� w te s�owa doceniam tw·j monolog

Niestety, potwierdzi ka“dy ornitolog

M·j wielebny Marcinie, “e, czy tego chcesz, czy nie

Tutaj sią zgina dzi·b pingwina

czyli m·j.

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

A jak nie pos�uchasz obiecują ci »wiącie

Wrzucą cią do sagana i bądą »piewa� zaklącie

Gotuj sią kuro gotuj

Gotuj sią kuro gotuj

Gotuj sią kuro gotuj

Wiąc ju“ lepiej pisz wiersz

Marcin īwietlik Marcin īwietlik

Refren

Refren

W·wczas pingwin tak powiedzia� do Marcina

Uczy� Marcin pingwina a sam m‡dry jak s�onina

Jak w lecie ozimina na biegunką aspiryna

po czym dziabn‡� go w dzi·b

po czym dziabn‡� go w dzi·b

po czym dziabn‡� go w dzi·b

RELIKWIARZ

widzia�em - w klapie Czarnej Madonny

nie ma niczyjej ikony, jest tylko guzik

c·“ to za problem chcieli tylko

tego i tego i tego mo“e jeszcze tylko ca�ej reszty

a ten ca�y zaprzaniec Beck zapar� sią bykiem i w bek

a guzik ani guzika

a guzik!

nie by�oby Westerplatte nat�ukli ich ile sią da�o

a potem ca�ym tuzinem myk do nieba

jeszcze im z do�u salutowali

nie by�oby nawet tej jednej szar“y

podk·w g‡sienic strząpk·w

he�mofonu i flak·w

na karabeli

i Gretchen w czarnej sukni

Nigdy nie by�em z mas�em na Am Zoo

Niech sobie misie w porz‡dnych kojcach wcinaj‡

mas�o EWG

czekaj‡c, a“ sami sobie pomo“emy, wzglądnie pomrzemy

bo takim pomaga Hergot i Herkancler

Lecz my»l‡c o Czarnej Madonnie

Wspomnijcie nasz narodowy guzik

Je»li nawet nie upad� z szat Wandy

Co-Nie-Mia�a-Ÿ·�tego-Czepka

MITTEL EUROPA: TRAUMA ODER TRAUM

To ca�kiem jak z Ezopa

Kol. Klasyk

Mitteleuropa - sen to, czy zmora

Lepiej sią snem przebudzi©, ni“ zmor‡ powr·ci©

snami sią “yje, prze“ywa, do“ywa

a zmora to my wiemy my umiemy

Jak Ameropejczyk Ameropejczykowi

Bo Europa kocha sią w g·wnowadze

a gwarantem jej jest sk·ra

gwarantem jej jest sk·ra Europalan·w, o kt·rych sk·rą

zawsze dogada sią wielki s‡siad

ze swoim lustrzanym odbiciem

I zawsze bądzie pok·j

na Ja�ty Monachi·w

doko�a Europaland

a w »rodku Europalant

Dianomania

Diana le“y w angolskiej ziemi

Diana chcia�a za Araba

Supermarket tony kwiat·w

Jedzie dzia�o na nim miast pocisku

Blond utleniony kurczach tamaguchi

Id‡ sznurkiem angielscy komandosi

Irlandczyk rusza rząs‡ i ju“ trup

Ch�opcy jak »wie“o malowane

Tylko miny k�uj‡ ich w »liczne n·“ki

P·�gąbkiem ziewa angolski lewek

Ja sią nie boją dentysty

Podnosi tyln‡ �apą nawet Bur nie zaszura

G�upi Gandhi g�upi ksi‡“ą Poniatowski

Czapki z g�·w, gacie z ty�k·w

Bo tu Angol prze“ywa katharsis

Kto winny, kto winny: z�apa© i posoli©

Wszystko Ÿydzi, wszystko paparuchy

Koniec transmisji, ga»nie telewizor

Za oknem czekaj‡ uroki demokracji

Gdzie ja podzia�em zaleg�e rachunki

Ale“ ona wtedy musia�a by© szczą»liwa

Kto ziemi nie dotkn‡� ni razu

Wedle Thatcher ukazu nie mo“e by© w niebie

Dziąkujemy wszystkim, proszą westchn‡© z ulg‡

I przekrąci© ga�ką

Diana le“y w angolskiej ziemi

Diana chcia�a za Araba

Supermarket tony kwiat·w

Jedzie dzia�o na nim miast pocisku

Blond utleniony kurczach tamaguchi

- - -

Sowizdrza� le“a� w rynsztoku

W mie»cie szala�a zaraza

M·r »cina� ludzi po ludziach jak kos‡

Jak gdyby kto» mu by� kaza�

Sowizdrza� spojrza� winnym wzrokiem

na cątkowan‡ »winią

W ryj poca�owa� j‡ z dubelt·wki

i kaca od»wie“y� w winie

Czkn‡� g�o»no, a“ sią zachwia�

M·r, kt·ry w cieniu sią czai�

Podszed� do niego kaznodzieja

i tak nie pytany zagai�

Le“ysz w szambie jak »winia

Burczysz obrazy Bo“e

wszak powiedziano pom·“ sobie

a B·g ci sam pomo“e

Popatrz porz‡dni ludzie

na nogach s‡ od »witu

za stoj‡ lad‡ cyfr kolumny

sumuj‡ mno“‡ dwoj‡ I troj‡

Tutaj dorwa�a go d“uma

pad� trupem, tak jak by� siedzia�

Sowizdrza� chrapn‡�, otworzy� oczy

czkn‡� i tak odpowiedzia�

B·g sią »mieje z palant·w

sam sią schla� w Galilei

st‡giew po st‡gwi najlepszy dow·d

“e w g�owie mia� po kolei

kiedy na drzewie krzy“a

wcisnąli mu b�azna czapką

Spojrza� na zgrają p·�g�·wk·w i w duchu

īmia� sią z nich do rozpuku

I nikt pewnie o tym nie wie,

Ÿe zamiast sią d�uba© w drzewie

Schodzi� »wiat z trup‡ komediant·w

I razem lali z palant·w

Pomimo tak jasnej prawdy

Co jasna sią stanie, doprawdy

Gdy oddech »mierci wionie spod powiek

Bru“d“‡ na »rodku ulicy

Blučni‡cy heretycy

Co nie chc‡ wierzy©, “e B·g te“ cz�owiek

B·g sią »mieje z palant·w

ciu�ajcie wydeptujcie

»cie“ki do “�ob·w w deszcz i pogodą

Swe twarze rozdziawiajcie

i na mnie w rynsztoku patrzcie

by m·g� powiedzie© wam dnia onego

Ci odebrali ju“ swoj‡ nagrodą

B·g sią »mieje z palant·w

Kupc·w wypirzy� z »wi‡tyni

jada� z celnikami nie z faryzeuszami

I nie t�umaczy� sią czemu tak czyni

B·g sią »mieje z palant·w

wy nigdy Go nie pojmiecie

On zna was jak dziadowski szel‡g

On dobrze wie, czego chcecie

Kupujcie sztaby i k�·dy

To nie pomo“e wam nic On mia�by nie zna© waszej ob�udy?

ju“ na was szykuje bicz

Wok·� u»miechn‡� sią m‡drze

spojrza� doko�a dosy© przytomnie

A m·r za�atwi� ostatnich dw·ch trzečwych

i rzek� wychodzi, “e nic tu po mnie

- - -

īrodek grudnia īwiąta śucja dnia przyrzuca

A zabiera trzykro© tyle d�ugo jeszcze

Na śysaw‡ G·rą lec‡ czarownice

»nieg czerwony zielone ulice

Zaraz wracam kurz grubieje na wywieszce

I īl‡sk ca�y klnie Wojtaska buca.

A to pieron tak nas wywie»© w pole

Z�apa© gizda wbi© na ro“en pra© pyrlikiem niby psa

Niespodzianka nag�e ferie w szkole

Czarna wst‡“ka na kopalni kole

A pod ziemi‡ kamieniem robole.

Pr‡d odciąli coraz gorzej nie rozr·“ni© nocy dnia

O m·j Bo“e o nasz Bo“e jak“e strajk ten d�ugo trwa.

Nie »piewajcie ch�opcy pie»ni tej

nikt nie s�yszy a B·g i tak dojrzy

Nasze “ycie ju“ Fontanie

A pie»½ “ywa pozostanie

A“ īwit przyjdzie jak Pi‡tek Alojzy.

To te“ minie nap�yn‡ dni jasne

Sam “a�ują, “e ich nie do“yją_

Po nich lata w�asne ciasne, ciasne

Ząby w īcianą albo stryk na szyją.

Sejm po sejmie i po bucach buce

Kto do“yje, ten wyjdzie na franta

Sp�yn‡ psi½ce szumowiny

G�upie ojce chytre syny

M‡dre wnuki w dzie½ na īwiąt‡ śucją_

W kalendarzu wydrukuj‡: Dzie½ Palanta.

Dla nas ju“ sią zako½czy� czas pieski

»mier© na kartki i “on �kania ciche

Zwycią“yli»my. Skarbnik Zabrzeski

Zaprowadzi nas na wieczn‡ szychtą.

W g·rze wiater strach ze īniegiem miecie

Niesmak “ywym Cze»© dla waszych ko»ci

B‡dčcie- dumni, “e nie do“yjecie

Kto prze“yje ten nam pozazdro»ci.

Ptaki ptakom przez wieki zagwarz‡;

Wytrwa© ten raz a potem ju“ lekko.

Wiecznych sn·w o Polsce z ludzk‡ twarz‡ !

--- B·g powiedzia� czy samo sią rzek�o?

1993

WIARA

Wiara jest wtedy, gdy īwiąty Franciszek

zobaczy� niemieckiego Jezusa i mu rzek�

otw·rz pysk niech narobią ci do »rodka

Matko Boska Kalwaryjska niesiemy Ci w darze

nakaz eksmisji do Pienią“na aby»

Zn·w pozwoli�a nam uwierzy© w Siebie

My nie chcemy ptaszyd�a smuk�ego jak paj‡k

z�otych szpon·w jak o�·w bez si�y lito»ci

Oderwij dupą panie heraldyku

i domaluj“e szmalcu na dwa palce

To jest dzi». Wiek sią ko½czy a z nim tysi‡clecie

Kto do“y� bez kaftana zap�aci� dzieci½stwem

Jeszcze “yj‡ doro»li co wierz‡ b�agaj‡c

Boga by wierzy� w Siebie ich darz‡c tym samym

- - -

Kiedy Baryka wgapi� sią w zad kundla

kt·ry sra� na wągie� Belwederu

ockn‡� sią w nim 0ssowiecki, w zwi‡zku z czym

nie raz zobaczy� kraj swego dzieci½stwa

i dw·jka za½ nie mia�a wstydu tym mniej Anders

Ko½cz‡c zabawą w powr·t Prze�ąckiego

M·wi‡: Ankona i : Pa�ac Mostowskich

w minionym okresie mia� by© zrehabilitowany

1987