Matka Boska Czêstochowska wyskoczy³a z ram

Z mi³osierdziem siê przyjrza³a wielbicieli hordzie

Chodźcie do mnie moje dzieci coś wam dam

I ramami jak Van Damne wszystkich prask po mordzie

Nawet lubiê gdy ktoś znowu Jezus Maria klnie

Zamiast tony medalików nosiæ

Ale ka¿da feministka wam to powie, ¿e

i kobieta te¿ ma czasem dosyæ

Bia³a cisza ¿adnych pytañ jednomyślna zgoda

Cud nareszcie: to milczenie niczym jeden g³os

Ca³kiem jak na antypodach cz³ek cz³ekowi rêkê poda

I kamurków coraz wiêcej có¿ za piêkny stos

Inkwizytor podpisuje a kat ostrzy miecz

Rozdziawiaj¹c m¹drze paszczê jak pies do ksiê¿yca

Jak Darczanka, jak Giordano, jak Hus, prosta rzecz

Raz ¿e pierze zwyk³ym proszkiem dwa ¿e ¯ydowica

Ka¿dy chwyta za kamura ślini¹c siê za trzech

A co świe¿szy pod sztandarem zaraz cztery ³apie

Ty cnotliwa ty niechrzczona twój ostatni dech

Nie pomo¿e ci ju¿ nawet i elektryk w klapie

Zawsze bêd¹ chêtni ¿eby w konia robiæ was

Cacy cacy świêto pracy i na gnidzie gnida

Prosta rzecz za mordê trzymaæ kadz¹c ca³y czas

Jak siê komuś nie podoba mêczennik siê przyda

Matka Boska Czêstochowska popatrzy³a z ram

Pop³ynê³y ³zy wzruszenia macierzyñskie szczere

Ino mi sprobujcie dziatki juz wam dam

I garśæ skrêca namoczon¹ ścierê