Ja sam nie wiem czy zrodzi³em siê by pisaæ wiersze sztuki
Mo¿e ka¿dy diabe³ ma swojego Boga
Ale pora bym wyrówna³ mój d³ug wobec tej nauki
Imiê której jest krytykologia
Ja te¿ chcia³bym rano wstawszy uomiechn¹c siê w dzieñ a potem
Pójoæ na pocztê wys³aæ tomik z brzaskiem rana
Facetowi gdzieo w redakcji co nie mieni siê Hergottem
co mnie stworzy jeoli zechce z grafomana
niech nie wdycha moich tekstów bia³ym proszkiem od dilera
niech nie rzuca siê w nie niczym w czarci parów
ale nie chcê kopoety demiur¿¹tka transformera
co mej muzce doda dalszych sto wymiarów
Ja nie z tych, co wymyolaj¹ od niektórych swej publice
Ona zawsze racjê ma sw¹ nie jest g³upia
Lecz mi na co kryptocenzor co wywróci mnie na nice
Zametkuje zaczaruje poupupia.
Nie mam z tego ani chleba ni rodzynka do bakalii
Mo¿e w³aonie to pisane mi i kwita
Lecz nie bêd¹ pomywacze mi do garnków zagl¹dali
Nawet jeoli nikt mnie nigdy nie przeczytaWiewiórka na czubku drzewa
Uomiecha siê do gin¹cego s³oñca
patrzy na Ogród Luksemburski
Wiatr z pó³nocy ³askocze j¹ w ogon
Patrzy w dal mo¿e jej ¿al mo¿e
Ma jeszcze inne pomys³y
Zejoæ z drzewa i to jeszcze na dwóch ³apkach
I potem ale to nie moment na ¿arty
Jeszcze widaæ Ogród Botaniczny
Chcia³bym byæ tak¹ trawk¹ mieæ d³ug¹ ³aciñsk¹ nazwê
Tabliczkê i resztê: to, czego nie ma, a co
Czyni to, ¿e siê jest czymo specjalnym
Ob³oki pod nieba he³mem
Patroluj¹ ulotnym szwadronem
Po widnokr¹g b³êkitni huzarzy
Rozsiewaj¹ b³êkitny têtent
Z traw wype³za aksamitna mg³a
Jakby dzio siê zrodzi³a, dziewicza od skojarzeñ
Czy ju¿ zaraz nad miastem zechce zab³ysn¹æ ³una
Zwyk³a nocna ³una nad zwyk³ym nocnym miastem
zapomnia³em siê przedstawiæ mo¿e to i dobrze
nazwisko niewasze koñczy siê na -itzky
resztê widaæ szlify generalskie
orze³ bez kompleksów na pikelhaubie
czy cieszê siê, ¿e na stare lata
dane mi by³o odwiedziæ to miasto
Jeszcze tutaj nie zrobili z owsa ry¿u
A za póYno, by zbombardowaæ
Bastyliê
Syn siê rwa³ na ¿abojadów nie puoci³em
Siedzi w szkole junkrów na bacznooæ wkuwa musztrê
Strzelanie i taniec taniec i strzelanie
Jak go znam gryzie bia³e rêce do krwi
I nie bêdzie siê uczyæ francuskiego
Tylko musztrê taniec i strzelanie
Jeszcze siê komuo nie spodoba
¿e siê nazywasz na -itzky
Jak mnie zechce zobaczyæ na oczy
Dam mu bukiet paryskiej konwalii
Tutaj ju¿ posprz¹tali barykady
Bardziej na pó³noc czeka jeszcze parê powstañ
S³oñce jest ju¿ u siebie w tej krainie
Gdzie podobno wszystko jest proste
Schnie konwalia w tomiku Rousseau
To ja ju¿ pójdê
`
Rano siê zbudzê stane pod tuszem
i lustra zaptam siê
czy jestem jeszcze tym pieprzonym geniuszem
a lustro odpowie he! he!
Niez³a opiewka szkoda ze stara
siódmy z taomy Arturze Rimbaud
nie pomo¿e ani wiagra ani wiara
pierdut i po
Bolid nie komet kometa nie s³once
S³once nie piorun piorun nie grom
ty kiju zloty co ma 3 koñce
siê mówi pardon
nie pomoze tomik na komodzie
cienki sliwski latweo wsadzic w rzyc
byles g;list¹ w rajskim ogrodzie
trza by³o ¿ryæ
ktoo pofdeprze siê symbolami
krzy¿em gow¹ w dó³ albo wzwy¿
Nie chcê Bo¿e nad po³oninami
chcesz to mnie pisz