Jest czwarta w po³udnie ju¿ dzieci po szkole

Skulony pod mostem ten liocik gryzmolê

 

Kiedy zajdzie wieczór, poranek zaowita

Piszê list do tego, co go nie przeczyta

 

 

 

Pamiêtam Tw¹ postaæ krzycz¹c¹ z ambony

Pamiêtam pastora³ pod o³tarz wstawiony

I nawê  koocio³a z wêsz¹cym ubolem

I s³owa: i z naszym biskupem Karolem.

 

 

Pamiêtam ludziska siê ryli jak owce

Na rêce patrzyli z pa³ami zomowce

Balonik ulecia³, ¿e ju¿ go nie z³apiesz

I on, niedosiê¿ny, bielutki: Naszpapie¿.

 

 

Jest siódma czy rano darujmy to sobie

Skulony pod mostem list skrobiê i skrobiê

Dokoñczê linijkê i bêdzie gotowy

Choæ wiem, ¿e koocielny olub bêdê mia³ z g³owy.

 

 

Pamiêtam biskupa, co broni³ nêdzarzy

Dzio sam na pustyni, te¿ mu tam do twarzy

I to, co spotka³o biskupa Stechera

Gdzie¿ siê poniewiera, kto daje odbiera?

 

 

I hura i amen totalny Hol³udek

Ktoo coo chce, to  czapa bez ¿adnych ogródek

Ju¿ zorza na niebie ch³op wstaje, by kosiæ

WyjdY popatrz na ludzi jak maja ciê dosyæ.

 

 

Uomiechy oklaski a¿ tañczy ci dusza

 Jest i mi³osierdzie -  dla Galileusza

 Bo ksiê¿y z  ¿onami wpierw proszê na cmentarz

 Straci³em nadziejê, ¿e siê opamiêtasz.

 

 Ty kryszta³ a wokó³ bandziory oszczerce

 ~ciskaj¹ koziory by przebiæ twe serce

 Dokrêcisz obiektyw  i obraz siê zmienia

 To serce jest wielkie, niestety z kamienia.

 

 

 Tron czeka na ciebie z³ocisty ju¿ w niebie

 Na twoje kazania b³yszcz¹ce lecz mierne

 Na rêkê z ¿elaza i na sempiternê

 IdY, a nam daj prze¿yæ wo³amy do ciebie.

 

 

List wrzucam do skrzynki ktoo z twojej czeladzi

List wyjmie ze skrzynki do kosza go wsadzi

Zadzwoni¹ za ocian¹ obiadek ju¿ gotów

List w  koszu  ty w niebie i ¿adnych k³opotów.

 

 

 

 

Czym siê ró¿ni gazeta od kasety

 Czym siê ró¿ni Moczulski od Suchockiej

Jêzyk fajny cz³onek twardy raz raz miêkki

 Nikt nie wstanie powie to s¹ tylko dYwiêki

 

 Czym siê ró¿ni ktoo wybrany

  Od kogoo, kto jest wysrany

 Fajny wynalazek w wolnych chwilach s¹dzê

&hibar;e jest tylko jeden fajniejszy pieni¹dze

 

Czym siê ró¿ni mi³oonik ryzyka

 Od mi³oonika omig³ego Rydzyka

Czekajcie gadajcie, a¿ przyjdzie niemowa

 Ryj otworzy powie to s¹ tylko s³owa

 

 

Czym siê ró¿ni karuzela

 Od Wojtusia Jaruzela

 Nie mówi pokrzywa czeoæ jestem pokrzywa

Parz¹c ciebie w ty³ek omisznie  w ¿yciu bywa.

 

 

 

Wiêc to albo nie to, du¿o albo ma³o

Przyjdzie gooæ zapyta co jeszcze zosta³o

 

 

 

(Namêczy³o siê cz³owieka

A konkluzja tylko czeka)

Po teatrze teraz pora

By zapytaæ o autora

Dorwij porwij powieo  Na haczyku drania

Bêdzie piszcza³ powiedz To s¹ tylko drgania

 

  

 

 

Wiejska parafia wstaje dzionek

Mgie³ka opada loni¹c

Bia³y o³tarz ciemny przedsionek

W przedsionku klêczy ksi¹dz

 

S³oñce budzi blaskiem poranku

Z³ot¹ koron¹ loni¹c

M³ody proboszcz siada na ganku

W przedsionku klêczy ksi¹dz

 

Bia³y portret wisi na górze

Rêki z pierocieniem w³adczy gest

Organista opiewa na chórze

Gdzie  mi³ooæ wzajemna jest

 

Patrz¹ z obrazów owiêci

W rêkach ró¿añce mn¹c

~wiêty Walenty g³ow¹ krêci

W przedsionku klêczy ksi¹dz.

 

 

Bia³y portret wisi na górze

Rêki z pierocieniem w³adczy gest

Organista opiewa na chórze

Gdzie  mi³ooæ i dobroæ jest

 

 

Do komunii siê skoñczy³ ogonek

Organy przesta³y d¹æ

Opustosza³ ociemnia³ przedsionek

W przedsionku zosta³ ksi¹dz

 

 

 

Milczy pod³oga niezmieciona

Z nowych brudów i starych win

ChodYmy do domu mówi ¿ona

Ju¿   pewnie g³odny syn

 

 

On niezrêcznie rêkê jej g³aszcze

Promieñ owiat³a rozdziera sieñ

Razem wstaj¹ strzepaj¹ p³aszcze

Zgarbieni ruszaj¹ w dzieñ

 

 

S³oñce z³ot¹ latarni¹ p³onie

Nad k³êbkiem ludzkich dróg

Go³¹b opiewa na niebosk³onie

Gdzie mi³ooæ tam mieszka Bóg

 

 

 

Choæ nie jestem zbawc¹ ludzkooci

 Ni prorokiem drapanym w piêty

Czasem we mnie ta myol zagooci

Jestem wyklêty

 

 Wdam siê w pierwsz¹ lepsz¹  fujarê

 Co post mortem w ten deseñ plecie

 Co zostanie po mnie? Stron parê

 Na Internecie

 

 Cypek Norwid wbija³ z¹b w ocianê Te¿ mam wprawê w klepaniu bidy

Lecz kto skaza³ mnie na tak zwane Ciê¿kie norwidy

 

Piszesz piórem trzema czterema

S³awy pot¹d, co twoja klitka

Na wieszaku jest, czy ju¿ nie ma

Czapla norwidka

 

Czy mi ¿al nie mówiê ¿e wcale

Wszystko ma swoje dobre strony

Przyjdzie czas mój kitê odwalê

niedoceniony

 

Nie ma mowy, chyba te¿ wiecie

Bo nie jestem a¿ takim jo³opem

Jechaæ na wilczurzym bilecie

Ani nie open.

 

 Po kolei czy nie pokolei Ka¿dy wykrot miewa swój kraniec Ja te¿

nie traci³em nadziei Zosta³  kaganiec.

 

 Skoñcz¹ dwa zakochane robale  Miodowy miesi¹c na dnie mojej

g³owy Bêdzie cud facet nieznany wcale Nagle kultowy

 

 Powie ktoo kryguj siê, Wania-wstania Bo lubimy to my pismaki

Bywam trudny do wytrzymania Lecz nie a¿ taki

 

 

 

Kto przejmuje siê, najmniej wskóra Ma³y krok to ku ocaleniu  Ale

kiedy¿ zaowita dziura      W mym przeznaczeniu

 

 

 

Kiedy w koñcu jak grafomana Po³knie mnie biblioteki katalog

Aklamacj¹ trumna ma przyklepana  A mia³ by dialog

 

 

 

Gdy to czytasz drogi Kolego I ju¿ myolisz witamy w klubie To siê

pewnie pytasz dlaczego Bo ja tak lubiê