buch w p³acz

 

do g³êbi na wylot na przestrza³

 

Nura w p³acz

 

do ostatku do sza³u do cna

 

tam jest dno

popod dnem swiatlo i fala

podnosi się w dol

 

i da się zyc lecz dzisiaj

jest wlasnie dno

 

 

 

 

Sam bym chcia³ widzieæ

ale wiadomo i po prostu

by³oby to coo

          lub ktos potem zao go nie by³o pozosta³

dlsze szczegoly namiary

s¹ znane i tobie

jesli przypadkiem nie wkrotce bed¹

 

bedsa i tobie dnia

ktory nie zna dnia ani gpodziny

 

 

to  owszem wszysdtko marnooæ

i owiat podzed³ swoj¹ drog¹

aliosci pozostanie

na dnie zrenicy ten moment oraz

 

oraz nic

 

 

albo to, co powiedzia³

mêdrzec o imieniu g³êboko z antypodów

który mia³ dokazaæ sztuki tej, byo był cicho a rzek³ dwa s³owa

joga p³aczu

 

 

 

nienie mia³ dok¹d ioæ ruszy³ miastem chrobocz¹cym z³ot¹ rdz¹

oczywiocie kominy i dym

coo zosta³o z poprzedniej epoki

 

ale tak i by³o

dysza³o jak dysza od dmuchawy lub pijany miech

to  nie  by³  szczek  nóg ani  g³ów ani  ogonów ludzi  mrówek czy

niczego

co jest na obraz choæby szczurów  termitów

czegokolwiek co jest na obraz Boga choæby i w bocznym lusterku

 

szed³  miastem które zawsze pierdoli³

szed³  miastem w którym nigdy

nie czu³ siê po prostu nie czu³ siê

miastem któremu ¿a³owa³ tak ¿a³owa³

tylko jednego ¿e kiedykolwiek

by³o

 

czu³ ¿e i w nim zaczyna³a obrastaæ chrobocz¹ca istnooæ

przecie¿ to nie ja przecie¿ to jest obce

i w nim wszak nie raz  budzi³a siê chêtka

by dorwaæ bestiê k³api¹c¹

dachem o dach torem o tor brzegiem o brzeg

nie mia³ dok¹d ioæ tylko temu szed³ miastem które znienawidzi³

szed³ i s³ysza³ chrobot ju¿ nie wiedz¹c

kto kim chrobocze szed³ miastem które znienawidzi³ przeszed³

jeszcze jedn¹ przecznic¹ id¹c poprzez nienawidzone

zacz¹³ siê omiaæ

 

 

 

umrê ca³y mniej jeden ptaszek na spisie ludnooci

umrê ca³y panowie szkoda jest waszych metafor

 Czego¿ jeszcze mi trzeba?  klaskañ wypocin litooci

co siê maja do rzeczy jak do stokrotki kalafior

 

czy mnie wiersze prze¿yj¹? Ucha nastawcie piraci

papier mniej zaczerniony równo, ni¿ tamten na rolce

Ciau krasiccy owietliccy wa¿yki i bohomolce

Jeoli nawet przeczyta grosza ci gooæ nie zap³aci

 

ka¿dy kiedyo ma cia³o by mu wymyolaæ od ocierwa

Choæ cierpliwie mi¹cha³o trawê etanol kondony

fizol chodzi³ na wuef psychol zañ tru³ za miliony

 

pamiêæ - owiêta, owietlana- dla mnie w¹tpliwa rezerwa

I niech nic nie zostanie; szelest papieru, brzêk monet

ale koñczyæ wypada; to mia³ poodobno byæ sonet