Popatrz, bracie diable, to ~wiêty Antoni

 

Ten, co goni w  wolnych chwilach kury po jab³oni

 

    Dajmy prztyka w nos mu i poskrobmy w piêty

 

Zaraz siê zobaczy, czy on taki owiêty

 

 

 

 

 

S³uchaj, bracie diable, ju¿ od rana min¹³ czas

 

Boisz siê jak diabli ka¿dy ma swój pierwszy raz

 

Zajrzyj mu do duszy, nie b¹dY¿e maruda

 

Zaraz zobaczymy, czy on taki Budda

 

 

 

 Zabierzemy siê do goocia jasne ¿e siê uda

 

       

 

 

 

 

 

 

 

           Mój bracie diable, lecz ja wejrza³em w duszê jego i

zdjê³a mnie proza

 

Ja wiem, ¿e tam zawsze siê znajdzie zadzior cia³o z³oto duch

 

byo zacz¹³ to, po co Bóg ¿ywi wszy pod sw¹ podszewk¹

 

Lecz dzio wejrza³em w jego duszê i zdjê³a mnie proza

 

Tam nie ma nic.

 

 

 

 

 

Wiêc nie ma nic po prostu  nie ma nic

 

nic siê nie staje i nic ju¿ nie bêdzie

 

Wiêc to tak wiêc o czym mo¿na mówiæ

 

i o czym my mówimy i co my robimy

 

 

 

Wiêc to po prostu tak zreszt¹ zobacz sam

 

 

 

 

 

      

 

     A bierz to diabli m³odszy bracie diable

 

Nie mam co patrzeæ nawet, gdyby  duch   mia³ oczy

 

To nie jest tak, to jest jeszcze gorzej

 

To nieprawda, ¿e nie ma nic, odwrotnie

 

                   Jest nic

 

 

 

 

 

Oto jest Nic, nieporuszenie mkn¹ce

 

gdzie przepaocie i zapadliska swe

 

dr¹¿¹ce siê niczym przepastny b³ysk

 

 Niestworzone.  Nie do pomyolenia

 

 

 

nawet nie mo¿esz powiedzieæ, ¿e jest

 

choæ podobno tak jest

 

 

 

 Wiêc ju¿ przegraliomy

 

 

 

       A ja  biedny weso³y  diabe³ w kusym habicie przepasanym

kusym sznurem

 

I do diab³a starego dopiero teraz  nic tu po mnie

 

  

 

 

 

 

 

~wiêty Antoni sk³ada rêce po prostu sk³ada rêce

 

~wiêty Antoni sk³ania wzrok po prostu sk³ania wzrok

 

Ptak przelatuje nad jego g³ow¹ i leci dalej

 

przed siebie nie ogl¹daj¹c siê za siebie

 

Arlekiny w oceanie

 

maj¹ zêbów pe³en ryj.

 

Tylko colgate Tylko colgate

 

Widzisz Omo to siê kryj

 

 

 

Ka¿de cia³o siê odda³o chocia¿ raz

 

A jak cia³o, to myde³ko Kfa

 

Pamiêtaj, pamiêtaj, tu siê nie pêtaj

 

Bo ciê gliny zwin¹ i bêdziesz dolin¹

 

 

 

A kto tak piêknie gra

 

To Robin Hood (czyli ja)

 

Kochany nie rób takiej miny

 

Nie ja jestem winny, tylko arlekiny

 

 

 

 

 

Ukrop z nieba - s³oñ by chyba pad³

Jakby deszczu nie by³o od 100 lat.

Kciuk do góry miej serce panie szoferze

wszak nikt nie jest bez serca ktoo w koñcu zabierze

 

Przelatuj¹ gabloty widzisz tylko owist

Parzy s³oñce ¿ebyo tak tu skis³

Gaz w dechê oczy w niebo i widz¹ w tym niebie

Boga, który dba o tych, co dbaj¹ o siebie.

 

WeY¿e, pañska twoja maæ

WeY¿e, d³ugo mam tak staæ

Aby zabra³ i ciebie niebieski Kierowca

Tego dnia, gdy wyruszysz w swój ostatni autostop.

 

Pruje Opel, a za nim mercedes

Braæ faceta? Ka¿dy ma sw¹ biedê.

Wiêc siê dumnie prostuje, w górê wznosi ton

Dr¿¹cy przetwór przecina krótkie, mêskie non.

 

Szefie, weY¿e - oczy pokry³ py³

WeY mnie, szefie - nogi wros³y w ty³

Aby zabra³ i ciebie niebieski Kierowca

Tego dnia, gdy wyruszysz w swój ostatni autostop.

 

 

Stañ¿e, weY¿e - ¿ycie te¿ poczeka

Miej¿e litooæ choæ raz dla cz³owieka

Razem nas nie obrobi¹, czas szybciej up³ynie

A ja  tobie opowiem o mojej dziewczynie.

 

S³oñce ju¿ siê wolno k³adzie spaæ

Zimny beton na nim nocna szaæ

Wiêc trzeba siê st¹d wyrwaæ i trzeba siê nie daæ

I bieda ci, je¿eli nie masz co z siebie sprzedaæ.

 

Co sprzeda³em? gitarê - stuk kó³, 4 ociany

Przebacz - sprzedaæ twe pud³o za omierdz¹cy przedzia³

Wszed³ konduktor, obejrza³ - nieostemplowany

Przerwa³, spojrza³ mi w oczy, nic ju¿ nie powiedzia³.

 

 

 

 Zasiad³ Bóg, ¿e rzecz wy³o¿ê

 

W majestacie swojej chwa³y

 

Diabe³ rzek³ mu Panie Bo¿e

 

Jaki¿ niebyt doskona³y

 

Po co stwarzaæ niebo, morze

 

ziemiê, chmury oraz l¹d

 

Diabe³ w ku³ak siê wyszczerzy³

 

Bóg i tak mu nie uwierzy³

 

Jak wiadomo stworzy³ homo

 

ksywka sapiens to by³ b³¹d

 

 

 

 

 

Siad³ na ty³ku Piast Ko³odziej

 

Z cienia wyszed³ druid dobrodziej

 

Rzek³: jak rzek³ poeta Ho³uj

 

SiedY na ty³ku i nie ko³uj

 

Ko³o dziwna to figura

 

Czy¿ to nie klasyczny s¹d

 

Powsta³ Piast i siê po³o¿y³

 

Powsta³, wyszed³, twarz otworzy³

 

I hip hurra obrós³  w pióra

 

Niczym kura to by³ b³¹d

 

 

Byl raz Zygmus ksywka stary

Berlo mial jak 2 fujary

Mial korone i plaszcz z futra

Chcial z Krzyzaka zrobic lutra

 

Milosoerdzie przebaczenie

Kochaj wroga jak ci zmiekl

będzie przyszle pokolenie

ghryzlo palce na sam dzwiek

 

Jadrus Kmici z dobranocki

wroga rznal az sam się dziwil

Byl Pulaski i Potocki

Byl Czarnecki i Radzwil

 

Czarne marki zlote rubkle

jedne w szereg drugie w rzad

Skad ich ttyle w jednym kuble

Zgadnij sam ja nie wiem skad

 

 

Pooród wichru gradu szaci

Pe³Yli raZ konfederaci

 

Jakao to diabelska sprawa

Po co innowiercom prawa

Zaraz g³owê król nam gach da

Szable w d³oñ z gar³aczy doñ

i ju¿ szlachta i ju¿ szlachta

jak m¹¿ jeden wali w koñ

 

 

Traci³ cz³owiek  uciskany

&hibar;ycie, wolnooæ, oraz mienie

Pra³ poeta ³bem o ociany

Wyklinaj¹c przeznaczenie

Kto by³ gór¹? zawsze Oni

Sk¹d ta pewnooæ? Nie wiem sk¹d

Ale niechaj Bóg mnie broni

bym mia³ rzec, czy to by³ b³¹d

 

 

Od Stani¹tek po Poronin

Gdzie swe Yród³a Bzura bierze

Nie zaginie pamiêæ o Nim

Bezimiennym bohaterze

co kikowal kalkulowal

cierpiac fiskus karcer ch³ostê

krew+blizna jest ojczyzna

có¿ jest jeszcze bardziej proste

 

 

 

 

Kiedy urz¹d znaæ o sobie

Da niewinnym Ci szelestem

Nie myol: co ja tutaj robiê

Pomyol lepiej: ja Nim jestem

 

Miast podziwiaæ uni¿enie

Sejm, premiera oraz rz¹d

Chciej do Stwórcy wznieoæ westchnienie

Za nasz wielki, wspólny B³¹d