byle tylko
dogrzebać się do mięcha czuje stary filozof
kolana już nie te i kręgosłup nie trzyma pionu
a przecież
byle
dobrać się do mięcha tam tam tam
skąd to się wszystko bierze gdzie nie potrzeba
tak jakby jak gdyby wszystko jest
już nie będę się pytał co będzie jak wszystkiego nie będzie
ani gdzie będę gdy nie będę
gdy pogrzebią gdzieś pod płotem coś co przecież nie jest mną
a ja nie będę się pytał gdzie pójdę
przez styx w płomienie ogród pełen hurys
a ja po prostu nie będę się pytał
o nic, o najmniejsza kropkę na średniku
kreskę nad o ciapek nad umlautem
bylem tylko zdążył
bylem tylko zdążył
końcem myśli po zrębach świata tutaj wewnątrz czaszki
wiem wiem przyziemne aluzje neurochirurg skalpelem po korze
laserowa głowica po dysku
któż potrafi zrozumieć to coś jedyne w swoim rodzaju
drążyć i drążyć i drążyć
krążyć i krążyć i krążyć
byle tylko zdążyć
byle tylko zdążyć
teraz powinna być puenta nie wiadomo
czy on zdąży czy w ogóle jest jakiś on
czy jest coś w czym się zdąża czas los pchła pod bogów podszewką
ale niech mu to będzie ale
ale niech będzie mu dane
niechaj to będzie mu dane
Ach kiedy dojdzie wreszcie do mnie
zera dziesiętny separator
Nie bêdê m¹drzy³ siê przytomnie
nieboszczyk czy reinkarnator
Nie chlipcie, ¿e braciszek ³ata
da³ wreszcie nogê z tego owiata.
Dok¹d? to sami zobaczycie
Ja wierzê, ¿e nie w samo ¿ycie.
Kwiat te¿ chce prze¿yæ ¿adnych wieñców
od kumpli ni od pierdoleñców
Niech wam te¿ ziemia bêdzie lekka
i spierdalajcie, ¿ycie czeka.
Zostanie po mnie bajzel z cia³em
Ni w trumnê przodem, ni te¿ ty³em.
Powietrze, które wypiera³em
palanty, których pierdoli³em.
Horyzont skoñczy³ siê poma³u
Co nie postali, nie poczuli
&hibar;e bliska jest koszula cia³u
Lecz bli¿sze cia³o jest koszuli.
Nie rób z ¿a³ooci kociokwiku
owiêtoszku oraz ¿a³obniku.
Zwróæ siê do w³asnej dupy ty³em
I nie pamiêtaj ju¿, ¿e by³em.
Nim przy oniadaniu ginekolog
opryska kaw¹ mój nekrolog
Nim premier co nie w ciemiê buty
zaka¿e odwalania kity
Spojrzê na owiat, pomyolê b³ogo
Kto z nas mas bardziej dosyæ kogo
Nakryjê siê racami dwiema
Ciesz¹c siê, ¿e mnie wreszcie nie ma.
P³ynie archanioł wokó³ ogrodu
Cacy, porz¹dek, ³ad
Wtem w tr¹bkê zwija siê nos od smrodu
Ogrodem pe³znie gad.
Stan¹³ mu puch na orodku g³owy
Na widok hydry tej
Rzuca siê anio³ w lot nurkowy
Bêdzie jednego mniej.
Wykrzyka pe³em animuszu:
Martwao, paskudo! - lecz
Tego nie by³o w scenariuszu
Paskuda te¿ ma miecz
Pod ³ó¿kiem skórê tw¹ rozocielę
Ju¿ nie pomo¿e nic
Ogromnie przykro mi aniele
Paskuda te¿ chce ¿yæ
Jednym rozp³atam ciosem gada
Ka¿dy hagiograf wie
Wrzeszczy, a szczêka mu opada
Paskudzie jakoo nie
Cofn¹æ nei mo¿na o³a historii
Jest powiedziane tak
Dla wiêkszej majestatu glkorii
Ciebie ma trafiæ szlag
Dziewnie mi mi³a moja skóra
Jak nie wiadomo co
Smoczek anioi³ka casp za pióra
I pierdut no i po
Arlekiny w oceanie
maj¹ zêbów pe³en ryj.
Tylko colgate Tylko colgate
Widzisz Omo to siê kryj
Ka¿de cia³o siê odda³o chocia¿ raz
A jak cia³o, to myde³ko Kfa
Pamiêtaj, pamiêtaj, tu siê nie pêtaj
Bo ciê gliny zwin¹ i bêdziesz dolin¹
A kto tak piêknie gra
To Robin Hood (czyli ja)
Kochany nie rób takiej miny
Nie ja jestem winny, tylko arlekiny