WIERSZ DLA A. B.

Tak brzydki i niepodobny

do siebie w tym roku jest wrzesień.

Stoję i patrzę, podglądam przez szparę

pomiędzy twoim ramieniem a głową.

(Właśnie szyb zadławił się windą.)

Pod oknem ciężarówka pnie się

do rynku po śliskiej kostce podjazdu.

Jakiś pies wyszedł oznaczyć swoje terytorium.

Autobusy monotonnie wędrują

w górę i w dół. Świat istnieje -

powtarzając się, parząc herbatę,

odkręcając kurki gotowy byłem w to zwątpić.

Teraz stoję i patrzę. Nad parkiem

pęka granatowo-bordowa zapora chmur,

zrywa się szybki, krótki deszcz.

CIEPŁO

To jak przeklinasz. Nie jest źle,

leżeć tak, słuchać w cieple,

nie czekać na nic. Lepiej jest tylko

niewiele wiedzieć o tobie,

nie pytać o nic. Wszystkie te historie,

które zdarzyły się nam dotąd -

kogo to interesuje? Zwłaszcza teraz.

Jest zapach. Jest skurcz brzucha,

kiedy w reszcie ciała błądzi światło.

Zapach, którego nie zmyjesz.

Skurcz, jakiego nie uda ci się powtórzyć.

Jest ważne. Że teraz. Że właśnie

nam się zdarza. Nikt nie mógł

przypuszczać. A jednak.

NARRACJA

Próbowaliśmy kochać się

pod rozłożystym kasztanem

nieopodal restauracji.

Wstążki, rozjarzone okna,

goście weselni podskakujący

w rytm jednostajnych melodii

po udekorowanej girlandami sali.

Deszcz padał i trawa robiła się

coraz bardziej śliska.

Kasztan rósł na wzgórzu.

Rano klozetowy zbierał butelki

rozrzucone po polu w nocy,

zaglądał w uśpione luki.

Ona zdejmowała bransoletki,

potem sweter z czarnej włóczki -

słyszałem tupot jej bosych stóp

po deskach pomostu,

odgłos rozgarnianej rękoma wody.

Mgła biła znad uśpionego kanału,

niewiele było widać.

Czy łączy nas coś jeszcze,

siedzących teraz po dwóch stronach ławy

w zatłoczonym pubie?

Cyganie grają w kacie sali,

młody yuppie tańczy po zdjęciu marynarki

z dwiema podstarzałymi mewkami.

Nawet nie słyszymy się dobrze,

bardziej niż na konwersację

zdani na ruchy głowami.

Jest lato, dzień nie chce się skończyć.

Koniak był wyśmienity, naprawdę?

W barze, po przeciwnej stronie mostu?

Gotowaliśmy raki w kotle na pranie?

Nie pamiętam - ani raków, ani mostu.

Zwijanie wilgotnych żagli,

powrót na bagażach w zatrzaśniętej toalecie,

z kredytowym biletem w dłoni - i owszem.

Pośpiech czterech przesiadek,

ociekające wodą perony.

KWESTIA

Kogo teraz i dokąd

prowadzi twój płaski brzuch,

moja słodka przyjaciółko?

Oto my, najszczęśliwsi z ludzi,

siedzimy na stole w kuchni,

zdecydowani nic nie mówić.

Po takim czasie, choć wiadomo,

za chwilę czas znów nas rozrzuci.

Na zewnątrz robi się blado,

więc trzeba powoli szukać w kieszeniach

karty z numerem wiadomego radia.

Co by było, gdyby - nieprawdaż?

W ramach rekompensaty schodzisz

ze mną po schodach, by przy wyjściu

dać się pocałować, jak nigdy wcześniej -

w policzek. Na odchodne? Raczej -

na odjezdne. I oto całe nasze coś

w całym naszym nic. I właśnie

się kończy. Tylko co? Bo przecież

znienacka. Prosto z ulicy. Prosto

w twarz. Na wieczór z hakiem

do pół do piątej. I nic pewnego.

Zapamiętam twoje pięty,

gorącą bruzdę biegnącą

w poprzek brzucha.

Więcej nic.

GRAFFITI

Chłopiec, który na strzelnicy kupował

plastykowych motocyklistów i z matką

w Boże Narodzenie przebijał się przez śnieg

w drodze do stajenki - umarł.

Zszedł pod wodę i zarosła go trzcina,

ciemna i gęsta, jak wnętrze płuc zwierzęcych.

Teraz porusza się wewnątrz powietrznego pęcherzyka.

I ty byłeś chłopcem, przechodniu.

BUDDYJSKA PIOSENKA

Nieustępliwy pochód słońca -

zawłaszcza wszystko, co napotka

na swojej drodze. Jak morze

dokonujące cudów cierpliwości,

by w końcu, krok po kroku,

zagarnąć prowincje suchego lądu.

Dziś, pierwszy raz od miesięcy,

obudziłem się pewny i spokojny.

Za oknem pracuje rytmicznie

mechaniczne serce oczyszczalni,

gleba wchłania resztki brudnego śniegu,

wróble opanowały śmietnik -

wydziobują z kolorowych resztek

po świętach. Mój puls zrównał się

wreszcie z pulsem tego miejsca

i ziemia obraca się we mnie, a ja

obracam się w niej. Zostałem zbawiony

albo szczęście opuściło mnie do reszty

i nie jestem już w stanie poznać

skali swojego upadku. Mówię wieloma

językami, choć staram się milczeć.

Z miłością blisko bywam, od kiedy

wyrzekłem się miłości. Pragnąc wiedzy,

ucząc się i doświadczając zrozumiałem:

nie ma rzeczy niezbędnych dla życia.

Niczego nie odnalazłem, o nic też

nie jestem bogatszy. Ale, nawet jeśli

wypowiadam tautologię, chwalę świat.

Nawet jeśli mówię "nie wiem",

zamiast mówić "prawda".

SEN

Dziewczęta w więziennych kombinezonach,

jeszcze pachnących krochmalem i pralnią.

Ich niespieszne chodzenie między brzozami -

szukają czegoś w paprociach, w wilgotnej trawie?

Czy i ty odniosłeś wrażenie, że spotkaliśmy się wcześniej -

pyta szatynka, nie wiadomo skąd znajoma.

Rano przejść miałem granicę. Plecak i torby,

przygotowane do drogi, czekają oparte o pień.