pięćdziesiąt jeden łamie się zaraz

w ostrym zakręcie i beznadziejna skarga świń

wypychanych na rampę miejskiej rzeźni

wypełnia nasze zmysły. Jednak na chwilę tylko,

wracamy szybko do przerwanych rozmów.

KAROLIN STACJA

Dwóch, z legitymacjami, wyprowadza ją na zewnątrz.

Ciekawi wszystkich - rozwalą, nie?

Gotowane mięso wysiadło przy gazowni.

Tatuaże znowu ponoć w modzie.

POWRÓT

Hak napina łańcuchy, blacha skwierczy.

Potłuczona głowa: splot fioletu i bieli.

Nie wiedzą, jak wyjąć. Stoją i patrzą.

Ich pomarańczowe hełmy

w pełnym słońcu.

CUDOWNIE PROSTA HISTORIA

W powietrzu rusztowania, za nimi

inne rusztowania, jeszcze dalej pali się;

dwóch malarzy, ręczna winda -

stanęli na wysokości naszego okna,

patrzą spokojnie, zasłaniając oczy

przed słońcem. Pokłóciliśmy się,

więc nie chcę cię dostrzec - widzę ciało.

Ciało jest blisko - odbiera telefony,

śpiewa, pije łapczywie wodę z ogórków,

hałasuje w kuchni. A jednak -

patrząc, doznaję uczucia szczęścia?

Żyję? Powoli zmywa mnie z nóg?

Mam ciało pod językiem, trzymam

dłoń w kroczu ciała, na podłodze

z ciałem tracę rozsądek,

wypuszczam pamięć z rąk jak balon.

Malarze wyżej - wyżej zaciąga się

tłustym dymem.

RONDO

Dym nad kościołem jest

jak podpis nie dowleczony

do końca. Błękitniejąca

przestrzeń nie chce się domknąć.

Widać miasto. Jupiter puszcza

do nas szybkie zajączki.

Przede wszystkim chcielibyśmy

uniknąć dosłowności.

Poranki, jak ten - rzucone

na pastwę przypadkowości -

co znaczą? Lecz zamiast

odpowiedzi błękit pokazuje

nam język i słońce pierwsze

tego dnia strzela do nas

przez zostawione na parapecie

szkło. Tylko dlaczego pokój

zmieniania się raptem w przedział

odjeżdżającego pociągu?

Te i inne pytania, kiedy

odwracasz głowę od okna,

biorąc do płuc ostatni dym.

Wiele zależy od strony, z jakiej

patrzysz, mówi, zdejmując okulary

i zasypiając natychmiast.

BINGO!

Zdumiewająca jednostajność barw,

kiedy tramwaje wydostają odwłoki

na środek mostu a wiatr usiłuje

wyrywać nam słowa z ust.

Nic oprócz scen jak ta w pamięci.

I tylko morze za lasem udziela się

w lekcjach innej monotonii.

Kupiliśmy już ciemne okulary,

wieczorem pójdziemy się napić.

Zjemy tyle, że będziemy składać się

wyłącznie z jedzenia. Człowiek

za barem nie odezwie się do nas

przez następne trzy tygodnie.

Jeszcze moment, a zrobi się dobrze -

jak na zdjęciach. A jednak, kiedy ona

zdejmuje kostium w otwartym oknie

i jasne ciało ucieka od piersi

w głąb podbrzusza, czuję, że komuś tutaj

dzieje się krzywda. To faktycznie

jawna niesprawiedliwość, że właśnie

on z nią sypia, wtrąca - bijąc

mojego laufra.

RAPSODIA

Przyjechałem zaledwie kilkadziesiąt minut temu,

praktycznie bez zapowiedzi, a już teraz,

ze spokojem wartym lepszej sprawy,

osuwam się w pół zdania na łóżko

i zasypiam lekko niczym dziecko.

Za oknem deszcz pierwszy tej wiosny

płoszy przeklinających taksówkarzy,

którzy na bagażniki forda grali w karty.

Koc służący im za podkładkę (szczurzy brąz, ślady żelazka)

wyrywa się z rąk za trójką spłoszonych wróbli,

choć wiadomo - nic im tam, na drutach, po nim.

1995

Mój chrzestny syn zaszczuł psa Bajkę.

Na rynku stare szmaty, komiksy, butelkowe szkło -

wszelki chłam szedł wtedy w najlepsze.

Ale przyjaciel bajki, chomik, na wyprawę w głąb ziemi

zabrał jedynie patyk i trochę niezawodnych wiórów.

Potem, nieskończenie żywi, zasiedliśmy do kolacji.

Na czyją chwałę bije para z końskich chrap?

pytałem, patrząc, jak zima uwodzi mi babcię,

wystawiając za oknem swe chłodne płótna.

NIEZNAJOMI Z POCIĄGU

Oczywiście, oprócz kanapek z szynką i serem

wspaniała jest woda - jakże odpowiednia

na dzisiejszy skwar. I jakże urocza naklejka

zdobi butelkę, w której przegląda się

mijana pospiesznie nierówność krajobrazu:

puszysty zagon zieleni, spływający od niechcenia

spod szybkiej kreski wierzb. Czy zauważyłaś,

dokąd zabrnął wesoły języczek strumienia?

Mostek, wrośnięty w tarninę - dokładnie tam,

na prawo od miejsca, na które patrzysz -

nie jest dlań żadną przeszkodą; przyjrzyj się

uważnie, przekonasz się, że wciąż robi swoje,

nawet teraz, odbity w zaparowanym szkle butelki.

W takiej chwili wiele jesteśmy w stanie wybaczyć

naszym bliźnim, nawet upór, z jakim kłócą się

o rzeczy po zmarłej, choć nie dotarli jeszcze

na miejsce pochówku.

PRZYPADEK

Ona nie stara się, nie zależy jej już tak,

jak dawniej. Na dodatek okazała się -

wbrew wszelkim przypuszczeniom -

osobą mało odporną na trzecioligowe

podchody miłosne. To boli, i powinno.

Praca też nie chciała go znaleźć.

Kiedy wreszcie on znalazł ją, okazało się,

że nie jest to coś, o czym da się marzyć.

Zabiera czas, nie oferując w zamian

zadowolenia ani pieniędzy.

W takich sytuacjach stary, dobry bóg

zawsze się sprawdza. Stawia się na czas,

akuratny jak listonosz z "Pełną ofertą

naszej jedynej w swoim rodzaju firmy,

znany na tych ziemiach od dawna,

nie to, co ten chwilowy bohater, Jehowa".

Wystarczy tylko wypełnić kupon

i w odpowiednim miejscu złożyć podpis -

reszta zrobi się sama. "Już po dwóch latach

zostanie pan posiadaczem naszej specjalnej,

błękitnej karty, o czym informuje biuletyn,

który dostarczymy, za niewielką opłatą,

bezpośrednio do domu. To, rzecz jasna,

dopiero początek - nasza polisa działa od zaraz

i jako jedyna posiada odpowiednie gwarancje".