Pewien spryciarz z Cluny

Raz mia³ dwa déja vu.

Ale¿ proszê spryciarza

Nic dwa razy siê nie zdarza

Na to Maria Sk³odowska-Curie

Nazywam siê Arystokles

bez ¿adnych aluzji

bez ¿adnych iluzji

mój ojciec

podobno by³

moja matka by³a na pewno

niestety

kiedy mia³em lat 22 odnalaz³em skarb

zreszt¹, s¹ na ten temat tak¿e inne wersje

i zainwestowa³em

w uroczy domek publiczny

co siê op³aci³o

gdy mia³em lat 33

zrobi³em to

by³em wtedy bogaty

nie bardzo, ale tez nie niebardzo

nieŸle osadzony w piêciu wymiarach

¿e wymieniê: przestrzeñ, czas i pieni¹dz

kaza³em majstrowi

sta³ego klientowi i za zap³atê g³ownie w naturze

zbudowaæ to

o³tarz nieznanemu Bogu

có¿, ja te¿

znanoœci¹ kiedyœ nie grzeszy³em

oczywiœcie nie planujê byæ kim nie jestem

ja za przeproszeniem prorok

ja za przeproszeniem teokrator

sami widzicie, jak to brzmi

bogów u nas dostatek

zaœ wszêdzie musi byæ ta szara strefa

wiêc niech Mu bêdzie, ¿e jest

niech Mu choæ raz wyda, ¿e jest

nim wyda siê, ¿e Go nie ma

choæ Go nie ma

lecz ja Jestem

i nie by³o czasu

abym nie By³

i nie bêdzie czasu

¿e nie Bêdê

i nikomu nie wpadnie na myœl

¿e Jestem nieskoñczony niezaczêty nieuczczony

w ka¿dym razie ¿e Bywam

i byt sie skonczy a ja Jestem

jakby kto pyta³ chocia¿ nikt nie pyta

i nikt sie tego nie dowie, nawet ty

¿e w ka¿dym razie Bywam

a ¿e twój b³¹d by³ najmniejszy

bo nie jesteœ prorokiem

co najwy¿ej post-rokiem

ale sam przyznasz jak to brzmi

wiêc, ¿e twój b³¹d by³ najmniejszy

nigdy siê nie dowiesz

¿e Jestem i ci b³ogos³awiê

¿e b³ogos³awiê ci trzykrotnym

¿e b³ogos³awiê ci przewrotnym

niech Bêdê z tob¹

i po dwakroæ

niech Bêdê z tob¹

i po trzykroæ

niech Bêdê z tob¹

0 u¿ycie imieslowu przymiotnikowego uprzedniego w jêzyku polskim

.............................

Kronikarz opowiada (kto by dzisiaj wierzy³ kronikarzom) ¿e kiedy Fortynbras, Polskê na zbity ³eb zawojowawszy, wêglem a ¿ytem ob³adowany powróci³ nielicznych jeszcze ¿ywych krótko za mordê uj¹æ

Kolega Klasyk,wronie spod ogona wypad³szy

lizawkê wspomnianemu uskuteczni³, aplikuj¹c mu

Tren-Albo-Sen.

Wówczas te¿ biedny Joryk wkurwi³ siê do tego stopnia e¿e z grobu powstawszy, a palanta za kaftan chwyciwszy w ta s³owa klienta uœwiadamia³.

¯e kiedyœ w podobnej przestrzeni Arcykap³an, faraona wygryz³szy, rz¹dzi³ bez drgnienia i bez pomy³ki to jeszcze nic, to jeszcze nic a nic.

I mo¿na w sobie mieæ nie wiadomo co,nawet jeœli ty cokolwiek w sobie masz

i nic to nie pomo¿e, poza tym,co mia³ 0n: ten jeden b³ysk w oku

który nie wystarczy³ jemu sam na wszystko

i bez którego wszystko jest po prostu na nic

[tu mam na myœli twój przypadek].

I nie pomog¹ lata o jeszcze bardziej na pó³noc

ani tam,gdzie mózg zostawia siê w szatni jagiellonki

i pijany szatniarz po niej kred¹ rysuje co mu przyjdzie w szyjê

a nawet w innych, jeszcze lepszych

przechowalniach bohaterów 0.m.c.

A Polaków zostaw w spokoju

z ich samoobs³ugow¹ martyrologi¹ i martyrologiczn¹ samoobs³ug¹

w koñcu truskawki same siê nie zbior¹

ani wucet nie odetka

Mamy teraz takie czasy, ¿e jelenie

s¹ naprawdê tylko w terenie

i warto wzi¹æ je pod ochronê.

a od pouczania jesteœmy my, b³aŸni sensu stricto, a nie

sensu largo

a nad twoj¹ czaszk¹ na pewno nikt siê nie zaduma ju¿ wiesz dlaczego

i nie poradzisz na to nic w tym najzasrañszym ze œwiatów

A imies³ów to naprawdê piêkna rzecz

i naucz siê przynajmniej tej jednej rzeczy z ca³ej tej tyrady kto by dzisiaj wierzy³ kronikarzom

jak w glebê, to z fasonem;

bo to siê zowie chwa³a

twój proch na cztery wiatry, a dusza Bóg wie gdzie

bo gdy Titanic ton¹³, to choæ orkiestra gra³a

A gdy Heweliusz, jakoœ nie

Tam orkiestranci grali i ksiê¿a spowiadali

Daæ mogli absolucjê i ratuj siê, gdy czas

W Powstaniu kapelani przynajmniej przedtem dali

Z ³¹czniczk¹ ten ostatni raz.

Dziœ na dnie z³otych zêbów szukaj¹ szkopskie szczury

Bobruj¹ wœród popio³ów co znajd¹ hajl zyg zyg

0ficerowie ¿ywi, bo przyk³ad idzie z góry

A z góry im nie zagra nikt.

Nazywam siê Arystokles

bez ¿adnych aluzji

bez ¿adnych iluzji

mój ojciec

podobno by³

moja matka by³a na pewno

niestety

kiedy mia³em lat 22 odnalaz³em skarb

zreszt¹, s¹ na ten temat tak¿e inne wersje

i zainwestowa³em

w uroczy domek publiczny

co siê op³aci³o

gdy mia³em lat 33

zrobi³em to

by³em wtedy bogaty

nie bardzo, ale tez nie niebardzo

nieŸle osadzony w piêciu wymiarach

¿e wymieniê: przestrzeñ, czas i pieni¹dz

kaza³em majstrowi

sta³ego klientowi i za zap³atê g³ownie w naturze

zbudowaæ to

o³tarz nieznanemu Bogu

có¿, ja te¿

znanoœci¹ kiedyœ nie grzeszy³em

oczywiœcie nie planujê byæ kim nie jestem

ja za przeproszeniem prorok

ja za przeproszeniem teokrator

sami widzicie, jak to brzmi

bogów u nas dostatek

zaœ wszêdzie musi byæ ta szara strefa

wiêc niech Mu bêdzie, ¿e jest

niech Mu choæ raz wyda, ¿e jest

nim wyda siê, ¿e Go nie ma

choæ Go nie ma

lecz ja Jestem

i nie by³o czasu

abym nie By³

i nie bêdzie czasu

¿e nie Bêdê

i nikomu nie wpadnie na myœl

¿e Jestem nieskoñczony niezaczêty nieuczczony

w ka¿dym razie ¿e Bywam

i byt sie skonczy a ja Jestem

jakby kto pyta³ chocia¿ nikt nie pyta

i nikt sie tego nie dowie, nawet ty

¿e w ka¿dym razie Bywam

a ¿e twój b³¹d by³ najmniejszy

bo nie jesteœ prorokiem

co najwy¿ej post-rokiem

ale sam przyznasz jak to brzmi

wiêc, ¿e twój b³¹d by³ najmniejszy

nigdy siê nie dowiesz

¿e Jestem i ci b³ogos³awiê

¿e b³ogos³awiê ci trzykrotnym

¿e b³ogos³awiê ci przewrotnym

niech Bêdê z tob¹

i po dwakroæ

niech Bêdê z tob¹

i po trzykroæ

niech Bêdê z tob¹

Muzo, gniew Achillesa w klêski opiewaj brzemienny

Zmierzaj w¹tkiem do sedna, a nie zapomnij o œrodku.

Plot¹ nuty aojda; jedna rzecz pewna zosta³a:

Oto zginie Achilles strza³¹ trafiony Pryjama

Któ¿ powiedzia³ o losie: szybszy, ni¿ strza³a Apolla?

Jakie¿ bogów wyroki? losy gdzie¿ drzemi¹ ukryte;

S¹-li-¿ skryte w eterze, strzeg¹-¿ ich harpie zazdrosne?

Zeus Parki obwinia rzadko mu d³u¿ne bêd¹ce

Wszy iskaj¹c filozof palec podnosi: bogowie.

Które bogi? A który palec filozof podniesie?

Czym¿e p³aczu jest padó³; jeœli portow¹ tawern¹

Któ¿ nalewa do kufli; jeœli portowym burdelem

Burdelmamê jak zowi¹; jeœli portow¹ megier¹

Jakie¿ w g³owie jej wichry? O te nie pytaj uczonych.

Pythi spytaj kap³anek lub lepiej s³u¿ek kap³anek

Czym¿e los jest? Dlaczego ton¹ w tej sieci pajêczej

Zanim paj¹k dopad³szy czarne zatopi odnó¿a

Jedni, drudzy na przestrza³ sploty dziurawi¹ szerszeniem?

Spytaj s³u¿ek kap³anek albo ich s³u¿ek zapytaj

Gdy siê wkupisz w ich ³aski, mo¿e dos³yszysz siê prawdy.

Mówi pewne przys³owie krótko: kto Pytia, nie b³¹dzi.

Kim by³ ten, co siê ukry³ we fraucymerze królewskim?

Czemu¿ wybór mu dano: ¿ycie niewiast¹, nie mê¿em

Albo Ereb przepastny kêdy Kerberos pch³y puszcza?

Czemu los ten odrzuci³ ¿ycia nie¿¹dny eunucha?

Có¿ mu by³o zosta³o ani ognisko domowe

miecz powieszony na œcianie stara klucznica przy odrzwiach

lub có¿ innego z wszystkiego tego, co ludziom jest dane

jeœli nie jest zabrane abyœ siê pyta³ dlaczego.

Czyli¿ los jest niewiast¹ wzrokiem goni¹c¹ ¿urawie

Albo mê¿em goni¹cym ¿¹dz¹ co straci³ na zawsze

Albo bia³ym oseskiem co jest choæ nie wie o bycie

Mo¿e hydr¹ siedmio³b¹, albo niedojn¹ sfinksic¹?

Niech odpowie Ajsklepios patron nieludzkich doktorów

Czemu znowu o losie; Muzo uciekasz od w¹tku.

W starym chramie w opoce trójnóg gdzie œlady odcisn¹³

S³owo Achill odkryto mêsk¹ skreœlon¹ prawic¹

(Choæ do szko³y nie chodzi³, nie by³ z pewnoœci¹ mañkutem)

Co tu robi³ Achilles jakie¿ zagna³y go losy

Tutaj, kêdy los ludzki zieje rozwart¹ mg³awic¹

Niczym gêba rozwarta æwoka, co wierzy w demony

Jak ktoœ pszczo³om siê k³ania, trutnie wielbi¹cy nabo¿nie

Kiedy inny w baræ wk³ada ramiê i siêga do g³êbi?

Wiêcej pytañ powraca jeœli ocala³ Achilles

Kto pozosta³ na ¿ertwê sêpom na ziemi trojañskiej

Kto nie zazna³ nic prawie z tego, co ludziom jest darem?

Który czytasz te s³owa porzuæ wszelak¹ nadziejê

Ty nim jesteœ i nie myœl ¿e nie potrafi kap³anka

Ani s³u¿ka kap³anki ni s³u¿ka s³u¿ki kap³anki

Ani wszelki byt ludzki schodziæ z pado³u nieskory

Zmieniæ cz³eków miejscami; czym¿e s¹ lata i wiorsty

Czym¿e mile eony. Przeto b¹dŸ mê¿ny, herosie

Z losu mgnienia zrz¹dzenia, nawet gdy sam w to nie wierzysz

I padaj¹c na strzale, niczym komandos na minie

Westchnij za s³uszn¹ sprawê: niech ¿yje emancypacja.

Nie ma ciê, nie bêdzie, i nie ujrzê ciê nigdy na oczy

Pisa³aœ te teksty i umia³aœ je tkaæ tam, gdzie szmal

A przecie¿ mi ¿al, ¿e ci pr¹d wykidaj³o wy³¹czy³

A przecie¿ mi ¿al, tak cholernie mi ciebie jest ¿al

Nie zaniós³ mnie diabe³ na kocie twe œcie¿ki Wiadomo elyta ma popiæ i pojeœæ i spaæ

A przecie¿ mi ¿al, ¿e ju¿ nigdy nie ujrzê

Agnieszki

Tak innej ni¿ wielu, co z gitar¹ chodzili j¹ graæ

Nie by³aœ Homerem Hemarem Weberem ni W³astem

Umia³aœ napisaæ i opchn¹æ tekst, gdzie siê da A jednak mi ¿al, ¿e nam ¯YCIE ZABRA£O niewiastê W takt której prywatki do

taktu kr¹¿y³y raz dwa

Czy by³y i wzloty od jednej do drugiej odnowy

kto inny obrywa³ za sprawê pa³ami przez ³eb Zosta³a twa twarz nieforemna jak ten wilk stepowy

Patrz¹ca doko³a, a pod stopy podk³ada siê step.

Ju¿ twoja klepsydra czernieje jak plakat od pepsi

Œwiat kr¹¿y bez ciebie, niewart i twojej ³zy Nie ma ciê i nie bêdzie bêd¹ gorsi i lepsi Ale nigdy nikogo takiego jaki ty.

ale dobrze ¿e jesteœ

powiedzia³

A¿ wstyd w tym momencie pomyœla³ o sobie

tak sobie pomyœla³

od zrodzenia odzianym w szorstkie p³ótno

z mlekiem matki karmionym t³uczonym szk³em

prawdopodobnie w³aœnie zbli¿a³o siê wiele s³ów

rownie wdziecznych

kandydatek do tej jednej frazy

Wiec a¿ wstyd powiedzieæ w tym momencie pomyœla³ o sobie

Nie, wiedzia³a, ¿e jemu

zaraz przejdzie pomimo tego ¿e

w³aœnie czasami, no czasami w³aœnie takie

by³ to swój ch³op

w ka¿dym razie swój

I mia³a racjê zaraz wróci³

do no przecie¿ by³o do czego

przedtem tylko jeszcze

Ale dobrze ¿e jesteœ powiedzia³

Dobrze ¿e jesteœ

Muzo, gniew Achillesa w klêski opiewaj brzemienny

Zmierzaj w¹tkiem do sedna, a nie zapomnij o œrodku.

Plot¹ nuty aojda; jedna rzecz pewna zosta³a:

Oto zginie Achilles strza³¹ trafiony Pryjama

Któ¿ powiedzia³ o losie: szybszy, ni¿ strza³a Apolla?

Jakie¿ bogów wyroki? losy gdzie¿ drzemi¹ ukryte;

S¹-li-¿ skryte w eterze, strzeg¹-¿ ich harpie zazdrosne?

Zeus Parki obwinia rzadko mu d³u¿ne bêd¹ce

Wszy iskaj¹c filozof palec podnosi: bogowie.

Które bogi? A który palec filozof podniesie?

Czym¿e p³aczu jest padó³; jeœli portow¹ tawern¹

Któ¿ nalewa do kufli; jeœli portowym burdelem

Burdelmamê jak zowi¹; jeœli portow¹ megier¹

Jakie¿ w g³owie jej wichry? O te nie pytaj uczonych.

Pythi spytaj kap³anek lub lepiej s³u¿ek kap³anek

Czym¿e los jest? Dlaczego ton¹ w tej sieci pajêczej

Zanim paj¹k dopad³szy czarne zatopi odnó¿a

Jedni, drudzy na przestrza³ sploty dziurawi¹ szerszeniem?

Spytaj s³u¿ek kap³anek albo ich s³u¿ek zapytaj

Gdy siê wkupisz w ich ³aski, mo¿e dos³yszysz siê prawdy.

Mówi pewne przys³owie krótko: kto Pytia, nie b³¹dzi.

Kim by³ ten, co siê ukry³ we fraucymerze królewskim?

Czemu¿ wybór mu dano: ¿ycie niewiast¹, nie mê¿em

Albo Ereb przepastny kêdy Kerberos pch³y puszcza?

Czemu los ten odrzuci³ ¿ycia nie¿¹dny eunucha?

Có¿ mu by³o zosta³o ani ognisko domowe

miecz powieszony na œcianie stara klucznica przy odrzwiach

lub có¿ innego z wszystkiego tego, co ludziom jest dane

jeœli nie jest zabrane abyœ siê pyta³ dlaczego.

Czyli¿ los jest niewiast¹ wzrokiem goni¹c¹ ¿urawie

Albo mê¿em goni¹cym ¿¹dz¹ co straci³ na zawsze

Albo bia³ym oseskiem co jest choæ nie wie o bycie

Mo¿e hydr¹ siedmio³b¹, albo niedojn¹ sfinksic¹?

Niech odpowie Ajsklepios patron nieludzkich doktorów

Czemu znowu o losie; Muzo uciekasz od w¹tku.

W starym chramie w opoce trójnóg gdzie œlady odcisn¹³

S³owo Achill odkryto mêsk¹ skreœlon¹ prawic¹

(Choæ do szko³y nie chodzi³, nie by³ z pewnoœci¹ mañkutem)

Co tu robi³ Achilles jakie¿ zagna³y go losy

Tutaj, kêdy los ludzki zieje rozwart¹ mg³awic¹

Niczym gêba rozwarta æwoka, co wierzy w demony

Jak ktoœ pszczo³om siê k³ania, trutnie wielbi¹cy nabo¿nie

Kiedy inny w baræ wk³ada ramiê i siêga do g³êbi?

Wiêcej pytañ powraca jeœli ocala³ Achilles

Kto pozosta³ na ¿ertwê sêpom na ziemi trojañskiej

Kto nie zazna³ nic prawie z tego, co ludziom jest darem?

Który czytasz te s³owa porzuæ wszelak¹ nadziejê

Ty nim jesteœ i nie myœl ¿e nie potrafi kap³anka

Ani s³u¿ka kap³anki ni s³u¿ka s³u¿ki kap³anki

Ani wszelki byt ludzki schodziæ z pado³u nieskory

Zmieniæ cz³eków miejscami; czym¿e s¹ lata i wiorsty

Czym¿e mile eony. Przeto b¹dŸ mê¿ny, herosie

Z losu mgnienia zrz¹dzenia, nawet gdy sam w to nie wierzysz

I padaj¹c na strzale, niczym komandos na minie

Westchnij za s³uszn¹ sprawê: niech ¿yje emancypacja.

pan cognitio myœli nad swoim ergo

wbrew pozorom sprawa ca³y czas jest aktualna pan cognitio

bawi siê klawiatura niczym

kostkami od bingo

obraca swoje ergo na wszystkie strony niczym

przeroœniêty geniusz palcami swymi klocek rubika

pan cognitio (dla potomnych pokoleñ niewykluczone, ¿e mister c.

nie kryje swojego ergoizmu

nawet czasami myœla³

(kiedy jeszcze to robi³

¿e s³owem, które rozpoczê³o Wszechœwiat

by³o ergo

poprzedzone odpowiednim dla wagi sprawy odchrz¹kniêciem

pan cognitio lubi w tak zwanych wolnych chwilach

chocia¿ ten zwrot w miêdzyczasie straci³ by³ sens)

on dalej lubi wyra¿aæ sobie

jak odchrz¹kuje, nabrawszy w p³uca ducha, i

jego odchrz¹kniête gromkie ergo stwarza ju¿ mniejsza o szczegó³y

powiedzmy stwarza ju¿

cokolwiek by robi³ i kimkolwiek by by³

(nie ukrywajmy; niespecjalnie jest tu o czym mówiæ

pan cognitio wci¹¿ nie wzgardza pomyœleæ o swym ergo

niczym o niczym

Jonaszu Jakub to by³ okpiœ

powiadaj¹ mêdrcy, ¿e wyp³ynie na wierzch tylko szajs

on wyp³yn¹³, a ty zosta³eœ cz³owiekiem

Jonaszu idzie czas wynurzenia

ju¿ lustro wody nas spotkanie bie¿y nam

delfiny bêd¹ trzepaæ œwie¿¹ pianê

uœmiechaj¹c siê w s³oñce

Znad brzegu nadfrun¹ mewy i kobiety

¿adna, prze¿adna nie zapyta, czemuœ

bez ziela Gilgamesza

trzeba otrzepaæ szaty jeszcze jest dla ciebie

doœæ tego, co jest ludziom s¹dzone

nawet jeœli teraz wierzysz, ¿e coœ mo¿e pójœæ na marne

A byœ nie myœla³ ¿e upór twój nie by³ daremny

Jedna ³aska jest ci dana nigdy ty i nikt z twoich

nie zostanie Jobem

Raj jest owszem dla wszystkich

ale Ktoœ coœ zrozumia³ -

z czym do kogo

abyœ nie myœla³, ¿e œwiat jest kawa³em g³azu abyœ nie myœla³

jeszcze wielu rzeczy

co siê same nie pomyœl¹

i to dobrze

I nikt nie bêdzie wiedzia³ o minutach i miesi¹cach

gdy poch³on¹³ ciê wieloryb i ¿ar³a was nadkwasota

one zostan¹ ale nikt nie bêdzie wiedzia³

sk¹d pochodzi twoja moc

Jonaszu idzie czas wynurzenia

to jest tylko ocean to jest tylko przestwór

Jonaszu spójrz na skraju po³y lœi jak ¿ywa

ostatnia

kropla s³onej rosy

sam siê zastanawiam w tym co naskroba³em

te¿ bywaj¹ bia³e plamy g³ównie tam gdzie ³ó¿ko

ale - popatrzcie, com za odmieniec - dziwnym trafem nie ma

ich na OjczyŸnie ani Bogu - Ojczyzna, to czemu nie Bóg?

Nie ukrywam ¿e nie jestem X. Twardowski

trudno mi bywa byæ z Bogiem za Pan Bóg

Sam te¿ chcia³bym wiedzieæ, czy œwiête s³owa lubi¹

by je powtarzaæ

Bóg, chocia¿by i taki jak Bóg Kartezjusza

troskliwie rpobi¹cy go w konia, ¿eby tytlko przypadkiem

nie pokapowa³, ¿e go nie ma biedak jeszcze

zrobi³by sobie kuku

Bóg, rzekê, na mój rozum ma doœæ chwa³y

bez czyichœ panegiryków wiêc i moich

i fizolofów zbijaj¹cych granty

o to, Czy Pan Bóg mo¿e byæ zbawiony?

Czy s³usznie paru takich zwie go Kosmiczxnym Sierot¹

co nie ma nawet pocz¹tku nie mówi¹c o koñcu

jakby ju¿ nawet i tego nie by³o wolno mê¿czyŸnie

zazdroœci¹ wobec Izraela kryje Sw¹ samotnoœæ

No có¿ Bóg z nimi

Dla mnie jest co najmniej prawdopodobne, ¿e Bóg sam Siê zna

A tak¿e, co za tym idzie, ¿e sam Siê obroni

Przed chc¹cymi Go dosi¹œæ jak gówno okrêtu

Przecz graæ kap³ana dzwoni¹c na mszê spierzch³¹ strun¹

Bo¿¹ iskr¹ darz¹ muzy a Bo¿ym œwiat³em œwietliki

A¿ œmiszne - nic na bli¿sze

No dobrze jak coœ jeszcze napiszê te¿ siê zastanowiê

pijcie wierszyk idŸcie spaæ