Jan Riesenkampf

Kraków 1998

 

 

Idzie bez ruchu bez nitki na g³adkim ciele

idzie bez krzty skrêpowania bez kropli wyzwania

na krawêdzi gdzie nie ma bezwstydu ju¿ a wstydu jeszcze

idzie prosta jak wie¿a z koœci s³oniowej której nie ma

Tak j¹ uchwyci³ pan Klimt nie wiem co by³o potem

mo¿e zakupy pranie mo¿e polegiwanie

a¿ pan malarz wypacykuje ró¿ow¹ martw¹ naturê

zreszt¹, po co zaraz wyrzekaæ, pewnie wiedenka w porz¹dku

albo góralka spod Elmau, albo jeszcze ktoœ.

Tak uchwyci³em j¹ ja w albumie, na który staæ mieszczan

szybko poszed³em dalej nie mrugn¹wszy powiek¹, czy ONA

jedno spojrzenie dalej jest jeszcze t¹, któr¹ mam ja

ksi¹¿ê i s³owa

Co zgrzytasz ksi¹¿ê? ksi¹¿ê bez nadmiaru radoœci

zgrzytaj¹c udaje ¿e wcale nie zgrzyta

zza ok³adki wyziera ok³adka zza ok³adki

wyziera tytu³

El Quijote

napisa³: Nicolo Machiavelli.

trzeba coœ mu odpyskowaæ, ¿eby siê odpieprzy³

bo jak zobaczy, to oj zobaczy

s³owa, s³owa, s³owa panowie szlachta

bujaæ to my

ostatnia ballada o Don Kichocie

El Quijote naci¹gn¹³ przy³bicê na lice

Próbuj¹c brn¹æ z fasonem przez ludzkie bajoro

Zza p³otów mu na nosach gra³y pó³dziewice

Zmar³ bezdzietnie. Jego wnuk zwa³ siê Juan Zorro.

Uprzedzaj¹c pytania, co sta³o siê potem

Zamiast czadziæ potomnoœæ historyczn¹ min¹

Jak jeden lec pokotem i zdechn¹æ pod p³otem

Lepiej jest wstaæ i wyjœæ wiêc wsiad³ i odp³yn¹³.

Ocean jak kobieta (choæ ma swój rozs¹dek)

Co lirycznych rogaczy Dulcymej i Maryl

Wyko³ysze, do serca trafi przez ¿o³¹dek

I poswata, co w sercu z g³ow¹ nie do pary.

Ale poj¹³ ich w dyby galeon piracki

A bladym œwitem osaczeni przez armadê

rzekli walcz lub za burtê w twarz ciskaj¹c szpadê

A on j¹ we locie chwyci³ jak Lewiatan w macki.

By³a jak miecz po dziadku szczerbami usiana

Niczym wrz¹ce sirocco co pod niebem hula

Kapitan krzykn¹³ do mnie jê³a siê go kula

Kogó¿ nie jm¹ siê kule? Wybrali Don Juana.

To nie by³ b³¹d! lecz nie jest moim hobby

Laæ kub³y atramentu po co i dlaczego

Bawiæ siê w Falandysza albo Wachowskiego;

Niewa¿ne co siê robi. Wa¿ne, jak siê robi.

Czy by³o jak w Londonie, czy raczej w Conradzie?

O tym opowie zwrotka ju¿ sam nie wiem która

Z nocy wstaje poranek, wieczór spaæ siê k³adzie.

¿y³ jak chcia³. Umar³ stoj¹c. Nikt mu nie zaszura³.

Powiadaj¹, ¿e nocy tej hucza³o morze

Niczym jeleñ z landszaftu, gdy g³uszy ostêpy.

W wieczór nastawiam budzik, nim siê spaæ po³o¿ê

Gdy siê rano obudzê, spytam, spytam kto nastêpny.

pani redaktor

Co to za poezja ani krzty drapie¿nego erotyzmu

nie ma dla pana miejsca na Pornosie bis

pan i Szaronka?

niech mnie pan nie mêczy w³aœnie

wróci³am z pogrzebu Boga i teraz

piszê sparawozdanie do najbli¿szego numeru gdyby

pan ty¿ tam by³ mo¿e

te¿ by siê za³apa³

pani redaktor czy ja jestem

taki czu³y jak cholera

pani redaktor czy ja jestem

ojczyzbnozbo¿ny jak ekstrema

Nie szach! d³ugopisem po papierku-

pana nie ma

Ksanpyta jest zrozpaczona 0to Hannibal porzuci³ j¹!

0siod³a³ ukochanego s³onia, imieniem Pegasusus

i tyle go widzia³a!

Chcia³a go zatrzymaæ, zawo³a³a za nim w œlad QUO VADIS

nie odwracaj¹c siê, odpowiedzia³

widzisz Ksanpyto poœlubi³aœ mê¿czyznê, a ka¿dy mê¿czyzna wie, ¿e

NAVIGARE NECESSE EST

NAVIGARE NECESSE EST, Ksanpyto, niestety

wiêc nie p³acz, kiedy odjadê

i tyle go widzia³a

Zagreus nie wygl¹da na tyle lat, ile ma

po wszystkich pithosach opium, które dawa³ sobie w ¿y³ê w Eleusis, bynajmniej nie dla ludu

ku os³upieniu kap³anów jakim prawem ten d³ugow³osy barbarzyñca jeszcze nie nakrywa siê kopytami

Ksantypa pyta, Zagreus odpowiada

widzisz, Ksanpyto, Hannibal mo¿e ju¿ nawet nie ¿yje

ale ¿yje jego umys³ NAVIGARE NECESSE EST

NAVIGARE NECESSE EST, Ksanpyto, naprawdê

i jeszcze coœ ci powiem

Jest góra, Kilimand¿aro

Pod samym szczytem wmarzniêty w œnieg spoczywa szkielet tygrysa

Nawet ja ci nie powiem, czego tygrys móg³ szukaæ na tej wysokoœci

Nad g³owami polatuj¹ sójki i skowronki

Bez nawigatora znajd¹ drogê za morza prosto na pó³miski

Navigare?? Necesse??? ŒWIR ŒWIR ŒWIR

Zostañmy przyjació³mi" jeszcze drzwi skrzypnê³y w sieni

i tyle

jesteœ sam i niech inni siê pytaj¹

jesteœ sam i co z ciebie jest za samiec

jesteœ sam i jak ty w ogóle jesteœ

ona by³a jak¿e wtedy by³o byæ

i nie ma

jesteœ sam to jest równie¿ rzecz mê¿czyzny

bo któ¿ tak umie staæ i nigdy nie uklêkn¹æ

i nikt nie ujrzy ¿e ty le¿ysz skulony jak pies

i niekoniecznie ona teraz prê¿y siê jak kotka

i przyjdzie wiosna dreszcz przednówka

Mo¿na nawet wzejdzie meszek mi nas d³oni

i bêdzie po bêdzie dalej bêdzie inna

w³aœnie drzwi skrzypnê³y w sieni stygnie krzes³o jeszcze ciep³e

jesteœ sam

Wielcy mocarze maj¹ racje coraz wy¿sze

Wy¿sze uk³ady, wy¿sze wojny, wy¿sze zdrady

Wolna droga kto ciekawy i kto pragnie takiej s³awy

Gdy zapytam mego serca, to us³yszê

¯e mam mój kraj ubogi chêdogi

Po nocy dzieñ, po zimie wiosna

To pod mój próg prowadz¹ wszystkie drogi

Ojczyzno moja, cicha, ciep³a i radosna.

Krew mojej krwi i koœæ mojej koœci

Niech gdzie indziej p³acz¹ ludzie, ¿e im trawa krzywo roœnie

Co dzieñ rano wstaje s³oñce by

przywitaæ mnie radoœnie

Bez obawy, bez gniewu, bez zazdroœci.

Helskiemu

ludziom trzeba umieæ siê k³aniaæ

jak stepom Mickiewicz

i Moskwie Kozakiewicz

to œwiêta prawda ani od lat czterech ani czterdziestu

bo to siê w³aœnie nazywa sztuka gestu

to jest nasza historia Winrych brnie przez b³ota

wszystko prze³ajdaczone wszystko prze³ajdaczone

a oni s¹ i tak silniejsi a my jak zwykle do poz³oty

a nasi te¿ oni wszystko prze³ajdaczone wszystko prze³ajdaczone

ani gestu smród marny i pogoñ za wiatrem

(kto zna takiego tchórza, co œmierdzi pod wiatr?)

i raz jubileuszowy smród marny i ani gestu

ja nie jestem Birkutem lecz jak¿e mi potêpiaæ

cz³eka, którego serce przemówi³o - ceg³¹??

S³ówka

Lubimy gdy chmur¹ ³agodn¹

niebo nachmurza siê nieznacznie

nabieraj¹c niecodziennej niebiañskoœci

potem pe³nokrwiœcie p³on¹c p³omieniami

pe³gaj¹c pomrukiem pomsty zaraz, zaraz, to drugie drañ jakiœ dopisa³

dowcip dobieraj¹c doœæ dwuznacznie

koledzy, kto tu z kogo kpi?

Chyba... z nas autor

my tu czekamy we dwóch

a¿ebyciê ³o¿eszty

dwa biedne czubki

czekaj¹ nie przychodzi

w koñcu czymœ mu p³acimy

za terapiê w terenie

cyckloschizoklatafrenia

¿eby ciê raz i na zawsze

jak on wygl¹da ach ta amnezja

co go napad³o terapia w parku pod ³ysym drzewem

jak pan zaraz nie przyjdzie to siê powiesimyyy!!!

a potem pana zaskar¿ymy doktorze Carlu Gustawie Godot!

tak wszystko ju¿ by³o

tak wszystko jeszcze bêdzie

tak trzeba dbaæ o swoje to ci powie byle ciul

tak wszystko ju¿ by³o

tak wszystko jeszcze bêdzie

tak nie ma dok¹d uciec ani gdzie pozostaæ

tak mo¿esz uwiæ sobie gawrê

wœród wolnych badaczy Bo¿ych wyroków

albo za³o¿yæ Fundacjê Imienia Mnie

a tam i tak ciebie dopadnie

a tam i tak od ciebie nie odpadnie

to

to

to u ciebie w œrodku

czego stoisz uœmiechnij siê dzieciê koñca wieku

relikwiarz

widzia³em - w klapie Czarnej Madonny

nie ma niczyjej ikony, jest tylko

guzik

có¿ to za problem chcieli tylko

tego i tego i tego mo¿e jeszcze tylko ca³ej reszty

a ten ca³y zaprzaniec Beck zapar³ siê bykiem i w bek

a guzik ani guzika

nie damy naszego guzika

a guzik!

nie by³oby Westerplatte nat³ukli ich ile siê da³o

a potem ca³ym tuzinem myk do nieba

jeszcze im z do³u salutowali

nie by³oby nawet tej jednej szar¿y podków g¹sienic œtrzêpków

he³mofonu i flaków

na karabeli

i Gretschen w czarnej sukni

Nigdy nie by³em z mas³em na Am Zoo

Niech sobie misie w porz¹dnych kojcach wcinaj¹ mas³o EWG

czekaj¹c, a¿ sami sobie pomorzemy wzglêdnie pom¿emy

bo takim pomaga Hergot i Herkancler

Lecz myœl¹c o Czarnej Madonnie

Wspomnijcie Nasz Narodowy Guzik

Jeœli nawet nie odpad³ z szat Wandy

Co-Nie-Mia³a-¯ó³tego-Czepka

Bohaterem poni¿szego tekstu jest niejaki Walter, esesman, zatrudniony w obozie w Oœwiêcimiu. By³ on autorem prawie wszystkich zachowanych do dzisiaj zdjêæ Oœwiêcimia, które stanowi ¹ zasadniczo jedyn¹ dokumentacjê tego, co tam siê dzia³o.

Do dzisiaj pozostaj¹ ca³kowit¹ tajemnic¹ pobudki, dla jakich tego dokona³.

Œwieci Oœwiêcim. P³on¹ popio³y. Œnieg krwi¹ zbrukany.

Razem z³¹czeni w piecu endecy i Lud Wybrany

Sen o gehennie. Straszliwa bajka. Piek³o rozwarte.

Dymi¹ kominy. Grzechocze leica. Esesman Walter..

Szlachtuj¹ ludzi. Skrwawiona trawa. Gorzej, ni¿ w ¿yciu.

Mierzy obiektyw. Szczêka migawka. Szloch tonie w wyciu.

Popio³y ¯yda Greka Polaka i jeszcze kogo

Przyszli Sowieci to da³ drapaka. Soli na ogon.

Dym w p³ucach staje. Smród ¿yæ nie daje. Popió³ siê bieli.

Czasy mijaj¹. Przyjd¹ nastêpni. Bêd¹ wiedzieli.

Czy im kazali? Mo¿e siê bali? Byli szaleni?

Mo¿e wierzyli? Zosta³y zdjêcia. Jak to coœ zmieni?

Tu z³ote zêby. Tu w³osów k³êby. Tu t³uszcz na myd³o.

Czy te¿ coœ chowa³? Fotografowa³. ¯ycie mu zbrzyd³o?

Czy ktoœ mu kaza³? Czy ktoœ mu p³aci³? czy mu odbi³o?

Nikt go nie spyta, sêdzie ni kaci. Lecz warto by³o

Jego œlad ginie. Czy we Argentynie? Mo¿e w Brazylii?

Nie prze¿y³ s³oñca? ¯y³ z tym do koñca, a¿ go zabili?

Wróci³ do domu, nie rzek³ nikomu, a¿ zmar³ lub zgin¹³?

Wiemy tak ma³o. Czy Ÿle siê sta³o, ¿e siê rozp³yn¹³?

Zakuæ w kajdany. Twarz¹ do œciany. Kazaæ powiedzieæ.

Có¿ by powiedzia³? Czy sam to wiedzia³? I po có¿ wiedzieæ?

Czy tak byæ mia³o? Bo staæ siê sta³o. Œwiat œpi spokojnie.

Zawsze i wszêdzie bêdzie, co bêdzie. I nikt nie pojmie.

dobranoc Fortynbrasie etykieta nakazuje

odpowiedzieæ uprzejmie dobrze urodzonym

dobranoc Fortynbrasie ty tego jeszcze nie wiesz

jak wygl¹da œwiat z pozycji horyzontalnej

dobranoc Fortynbrasie tak ludzie tylko czekaj¹

na kogoœ, kto króciuœko weŸmie ich za mordê

i da po¿yæ, i¿by ciu³ali i p³acili nañ podatki

dobranoc Fortynbrasie i nie pytaj mnie, czy

twój Brutus te¿ ju¿ siê narodzi³, chocia¿ ca³kiem nieŸle

wiedz¹ takie rzeczy ci którzy umieraj¹

dobranoc Fortynbrasie a gdy ju¿ puchar zwyciêstwa rozgoœci siê w twych trzewiach

wspomnij, ¿e ksi¹¿¹t nie jest dobrze niedoceniaæ

Szed³em gwiaŸdzistym krokiem po pó³nocy

Winszuj¹c zdrowia Najœwiêtszej Panience

I rozchlapuj¹c zamyœlone niebo

Dwie pary trampek przebieg³y po zdrowie

muskaj¹c uszy spienionym oddechem

Latarnia morska s³a³a perskie oko

W ciemnoœæ, zgarbion¹ na zacich³ej ³awce

I kiedy wsta³a ju¿ po chwa³a Ojcu

Modlitwa posz³a znów na poniewierkê

(Lewy but dobrze mocno gniót³ na chwa³ê)

Winszuj¹c zdrowia Najœwiêtszej Panience

Œwiêtego Franciszka pok³on ptakom

Bracia moi, ptacy

nieszczêœliwi tacy

zakuci w ¦³añcuchy pokarmowe

Nie zaznacie czyœæca nieba piek³a

o œmieræ walcz¹c w nieprzerwanym trudzie

dla pamiêci na Chrystusa czyny

Brn¹c ku œmierci godnoœæ biomaszyny

Macie jeszcze, nie jak ci tzw. ludzie

Ja nie wiem co wyszeptaæ ja zawsze myœla³em

¿e on jest bardziej mn¹ ni¿ sam Ja

Ja nie wiem co pomyœleæ ja czasami du¿o myœlê

a on on teraz jest tutaj - taki inny

i taki nieznany, i czasem b³¹dzi - inaczej ni¿ ja

i co móg³bym powiedzieæ co móg³bym pomyœleæ

i co móg³bym z niego poj¹æ i co o nim wiedzieæ

to nie jest sk³adny tekst lecz czasem

zdarza siê, ¿e cz³owiek nie wie kto jest kto

kto jest s³owik, a kto cesarzowa Tamara

w koñcu nikt nie jest œwiêtym, a chcia³by co któryœ

wiêc dlaczego nikt nigdy nie mia³by byæ œwiêtym

choæby Œwiêtym Walentym, który straci³ g³owê

list do A.Ginsberga

czeœæ palancie to nie ma wina, ¿e

kiedy wreszcie wydali ciê, ja ju¿ od roku nie czytywa³em ksi¹¿ek

i pewnie dobrze nic tak nie dzieli mê¿czyzn

jak poezja - nie forsa, nie sto³ki, nie dupy

nie wiêc wiem kim by³eœ i czy ju¿ dziœ gryziesz ziemiê

widzia³em ciê raz w ¿yciu mia³eœ zamkniête oczy

tudzie¿ inne otwory by sprawy nie przed³u¿aæ

widzia³em pierwszy raz jak poeta siedzi w medytacji

nic nie mówi nic nie gada tylko siedzi

dziœ ja te¿ nie jestem m³ody moj¹ sempiternê

pokrywaj¹ precliny oœwieceñsze z dnia na dzieñ

ani okwiecony, ani oœwiecony

czy ja kwiaciarz albo elektrownia?

ale by³eœ kimœ twoja postaæ

przeœwitywa³a spoza zwa³ów nie powiem czego

papier jest papierem palant jest palantem

ale dobrze jest byæ a równie dobrze byæ zjawiskiem

to jest twoje tego nikt ci nie upañstwowi

nie przejmuj siê wiem do ciebie pusz¹ listy tacy ró¿ni

nomina sunt odiosa; a czy ja nie jestem ró¿ny?

S³owik milczy znad oparów jaœminu bzu a S£OÑCE

przedziera siê poprzez tyraliery trzcin a chmury

pochylaj¹ siê popod ga³êzie wiœni a ksiê¿yc

jeszcze nie przyby³.

Synogarlica chrzani na wierzbie za wrzosowiskiem

¿e, panowie poeci, ani ry¿u, ani pa³eczek

Epitafium Goœki Hillar

To by³a goœka hillar jej jedyny wiersz

pozosta³ kiedy by³em ma³y nawet jeszcze

wpisywa³y Go sobie do pamiêtników

Oni do¿yli a¿ drugiej po³owy wieku

roboli dzieci byli tacy szczêœliwi ¿e nawet

gryŸli paluchy etc. - pe³ny egzystencjalizm

stracili kilka nastêpnych pokoleñ - zawsze coœ wszak to coœ

nosiæ na czele lejbelkê stracone pokolenie nic tylko dziêkowaæ

i nic, tylko traciæ pokolenia

Ale zrobili wreszcie takie dzieci, które

szanuj¹ siebie resztê œwiata maj¹c tam, gdzie trzeba

i nie kupuj¹ ksi¹¿ek, aby w œrodku

dowiedzieæ siê, jak maj¹ ¿yæ

mo¿e te dzieci zrobi¹ nastêpne, normalne

na widok których nie porobi¹ w gacie

widz¹c w ich paluszkach to, co sami

chcieliby, oj chcieli przepuœciæ przez rajzbret.

a mo¿e nie ja nie marynarz ja poeta

nieznanemu poecie

jest w tym coœ byæ nieznanym nieznanemu bogu

nieznanemu ¿o³nierzowi zbo¿ni obywatele miasta

potrafili wystawiæ o³tarz z solidnego g³azu

rêkami niewolnika, co kosztuje ¿ywy pieni¹dz

kiedy siê wa³êsam, grz¹sk¹ dal mitr꿹c wzrokiem

lub, co gorsza, idê do roboty, albo

raz kolejny s³yszê ¿e siê nie nadajê, albo te¿

moje ukochane zajêcie, tzn. po prostu nic

mogê pomyœleæ jestem grobem czy o³tarzem

w którym poczywa nieznany poeta, czyli ja

i niech mu bêdzie cisza niech we mnie poczywa

ja za niego siê bêdê t³uc po placu Pigalak

czy innym Kurfirstendam, czy by³ym placu niedosz³ej wolnoœci

kln¹c, ¿e kiedy usi¹dê, znów bêdzie trzeba wstaæ

a gdy tak myœlê on we mnie ocyka siê, przci¹ga

cmoka z podziwu: ale z ciebie to myœliwy!

s¹ tacy nie uwiera ich w³asna skóra

i to, co dalej dooko³a gatki kufajka powietrze

je¿ w ka³u¿y reszta œwiata

ja nie urodzi³em siê Colas Bregnon nie umiem

jak S³owacki wygrywaæ na gie³dzie

ca³owaæ siê z tramwajem jak Stachura

w kó³ko ganiaæ dzikusów jak Arek Rimbaud czy ja

w ogóle jestem poet¹

Za plecami jest droga drodze czasem mo¿na zaufaæ

puœciæ siê ni¹ i w ni¹

niektórzy ju¿ to zrobili nawet

widniej¹ z daleka

za oknem jest rzeka w niej wiry wiruj¹ czy

w takim wybuchu powsta³ Wszechœwiat?

Drog¹ jedzie kareta konie zastyg³y w pó³k³usie

no có¿ niekoniecznie musi to byæ xi¹¿ê z bajki

przez rzekê skacze most z pewnoœci¹ ma zbo¿ne intencje

z tym, ¿e z mostami to ró¿nie bywa

Lisa stoi odwrócona

do tego wszystkiego

rêce ma niekszta³tne jakby od ca³kiem niedawna

nie musia³a zmagaæ siê z rzek¹ drog¹ koñmi

I jeszcze pewnie zdaje jej siê, ¿e jak ju¿ Pary¿, to tylko na ni¹ wszyscy patrz¹.

Œrodek grudnia Œwiêta £ucja dnia przyrzuca

A zabiera trzykroæ tyle d³ugo jeszcze

Na £ysaw¹ Górê lec¹ czarownice

œnieg czerwony zielone ulice

Zaraz wracam kurz grubieje na wywieszce

I Œl¹sk ca³y klnie Wojtaska buca.

A to pieron tak nas wywieϾ w pole

Z³apaæ gizda wbiæ na ro¿en praæ pyrlikiem niby psa

Niespodzianka nag³e ferie w szkole

Czarna wst¹¿ka na kopalni kole

A pod ziemi¹ kamieniem robole.

Pr¹d odciêli coraz gorzej nie rozró¿niæ nocy dnia

O mój Bo¿e o nasz Bo¿e jak¿e strajk ten d³ugo trwa.

Nie œpiewajcie ch³opcy pieœni tej

nikt nie s³yszy a Bóg i tak dojrzy

Nasze ¿ycie ju¿ Fontanie

A pieœñ ¿ywa pozostanie

A¿ Œwit przyjdzie jak Pi¹tek Alojzy.

To te¿ minie nap³yn¹ dni jasne

Sam ¿a³ujê, ¿e ich nie do¿yjê_

Po nich lata w³asne ciasne, ciasne

Zêby w Œcianê albo stryk na szyjê.

Sejm po sejmie i po bucach buce

Kto do¿yje, ten wyjdzie na franta

Sp³yn¹ psiñce szumowiny

G³upie ojce chytre syny

M¹dre wnuki w dzieñ na Œwiêt¹ £ucjê_

W kalendarzu wydrukuj¹: dzieñ Palanta.

Dla nas ju¿ siê zakoñczy³ czas pieski

œmieræ na kartki i ¿on ³kania ciche

Zwyciê¿yliœmy. Skarbnik Zabrzeski

Zaprowadzi nas na wieczn¹ szychtê.

W górze wiater strach ze Œniegiem miecie

Niesmak ¿ywym Czeœæ dla waszych koœci

B¹dŸcie- dumni, ¿e nie do¿yjecie

Kto prze¿yje ten nam pozazdroœci.

Ptaki ptakom przez wieki zagwarz¹;

Wytrwaæ ten raz a potem ju¿+ lekko.

Wiecznych snów o Polsce z ludzk¹ twarz¹ !

—- Bóg powiedzia³ czy samo siê rzek³o? 19933

1993

gdzie siê podzia³ Bratgniew i Jego-Siostra-Pogarda

dla komorników lustratorów uopeków oni wygrali

Pan Cognitio nie umie byæ Panem 0di, w³aœciwie

on naprawdê w ogóle zbyt wiele nie umie, nawet byæ

Skoñczy³ siê czas odwyku nasta³a d³uga posucha

Cognitio nie wspomina szliœmy we czterech ulic¹

po drugiej stronie zwyk³a ósemka zomolców Wiktoria

poprawiwszy okulary mówi ciekawe, no ciekawe

co oni teraz myœl¹

wywalczylim spokojnie mogê iœæ siê wieszaæ

i nie czas chodziæ na spacer wieczorem zamiast z dziennikiem

sk¹d potem bêdziesz wiedzia³ co ci jeszcze wlepili . .

Pan Cognitio drapie siê po sempiterna maiestatica

i myœli co to jednak znaczy samoobs³uga

1992

Kobieta wielodzietna

Kiedy Jaœ Pawe³ek mia³ trzy latka

Urodzi³ siê Lesio

Nie ukoñczy³ dwóch latek

Do chrztu nios³a Marysiê Wiktoriê

Potem pomaga³a s¹siadce

Uczy³a j¹, jak przewijaæ Grzesia

Jerzyka ma³o nie odumar³a

zdaje siê znowu jest przy nadziei

1985