Wybrane

Warszawa 1999

AUTOTREN

czas jest rzecz‡ wzglądn‡ a mnie nie ma

kiedy» by�em “eby sprawy nie przed�u“a©

by�em cho© mnie nie by�o zbyt wiele

teksty s‡ tekstami ja pisa�em

i nikt mi nie m·g� zabroni© chocia“ wielu

uznawa�o za sw‡ misją na �bie stan‡©

“ebym z�ama� pi·ro albo i poszed� do pracy

moje teksty na mnie patrz‡ czy“by by�y?

One s‡ czemu woko�o nich tyle uczu©

g�aszczą je kochane moje bezprzydawkowe

do diab�a nieerotyczne niepsychodeliczne

ani grama tego, co nazywam kr·tko: retro

wasi ojce i dziadkowie byli dziady

nawet uznawali autorytety, nawet w Boga musieli wierzy© albo nie

stare trawiarze profesor szuman lange witkacy

timothy leary aallanik wattsik reszta palant·w

pejotl delisyd prozak inna trawa czy ja krowa?

mo“e jeszcze drugi gurus: van der velde

mo“e jeszcze trzeci: homo tischnericus

byli m�odzi lubili cielące fascynacje

czy ka“da fascynacja jest cieląca? niestety, niestety

kto spad� z ksią“yca gapi sią na »wiat

jak to s�o½ce sią »wieci a pod nim - kurka - nic nowego

chlebak s�u“y do noszenia granat·w, a my»liwi my»l‡

woda jest mokra, a w·dka jeszcze bardziej

baran sią rozindyczy�, a indyk zbarania�

tu mo“ecie m·wi© dok�adnie to co chcecie

nawet, “e ja jestem sam moim pokoleniem, lecz me pokolenie

ma sw·j honor aby “y© i mie© sw‡ w�asn‡ rzy©

i by mie© w rzyci parą spraw i paru pan·w

co do mnie to, jak zreszt‡ wiąkszo»© poet·w

uroczy»cie zapewniam, “e zrodzi�em sią z powietrza

mo“na mi pali© »wieczki zezwalam uprzejmie

ale niech nikt nie m·wi: spoczywaj w pokoju

- - -

oto epoka. udaje. udaje, “e nie czeka

na czyhaj‡ce za o»lim rogiem kartki z kalendarza »wiąte nic

postmodernizm ca�kiem wygodny worek na wszelki szajs

kt·ry ma czelno»© by© nie m·wi‡c: jestem mn‡

a poniewa“ ludzki geniusz nie ma granic niekt·rzy

g�aszcz‡c po g�owie intymne frustracje s‡dz‡, “e i bokserski

z bazaru id‡ ruscy z dolarami zdala zawodzi polo disko

i cho© pada�o i by�o »lisko wyrolowa�o wnas komuszysko

na ziemi siada “elazny ptak z niego wysiada Wielki Bia�y Papie“

ca�uje bia�y polski beton

W tle s�o½ce wschodzi ziewa i zachodzi

dy“urne ulubione disko zawodzi

hejhej mamy wszyscy szczą»cie, “e “yjemy

straganiarka obci‡ga po½czochą na udzie

poprawia krzy“yk na dnie dekoltu

pod lad‡ ksi‡“ka w wydaniu kieszonkowym

pt. "Tam gdzie jest »mier©, nie ma nas"

Czyli“ nie tkwi w tym w ko½cu pewne dostoje½stwo

a wiek temu i temu milenium przynajmniej

? by�o na co czeka©

dialog filozoficzny

Batmanie, czemu nastajesz na moje “ycie?

D“okerze, a ty dlaczego nastajesz na “ycie reszty »wiata?

Batmanie, czy ty wiesz, co to jest sztuka czy s�ysza�e»

o duszy artysty i czym sią w niej ko�acze

D“okerze, pamiątasz z lektur szkolnych, “e

mnie narysowano tylko po to, by» ty zgin‡�,

i nic ci nie pomo“e, nawet Jack Nicholson, kt·ry cią gra.

wiąc gi½ z klas‡, niczym inna ofiara ludzi i ludzkiej hybris

kt·rej coup de grŌce zada� Tezeusz, je“eli

chodzi�e» do dobrego koled“u,

jak ja, gdy“, jak pewnie wiesz, moi rodzice zginąli byli, lecz

konto w banku, owszem, nie

Batmanie, wszak wiadomo ci, i“

to nie ja uczyni�em siebie mn‡, a “ycie

to nie jest gruba kreska, jak w komiksie

D“okerze, to jest tylko rokendroll

a zreszt‡ i tak wiem, “e �atwo mi nie sprzedasz w�asnej sk·ry

fraszki to wszystko, cokolwiek czyniemy, a wreszcie

ty przynajmniej mo“esz rzec o sobie: non omnis moriar

- - -

to jest stara komputerownia ju“ dla takich

wybitnie gorszych, jak ja

Skorzy ekranami sprząt rodem zza Gierka

za oknami skrzy noc

Zezują w lewo pisze list do kochanka

“e byle co i “e o nim my»li

jak j‡ przytula w tej przeklątej Wszawie

i jeszcze byle, byle co.

Zezuje w prawo pisze list do kochanka

szkoda oczu

Komputer ma mnie w du“ym powa“aniu pukam w ekran

zezują w ty� pisze do kochanka

“e jej duszno i “e facet wali w ekran

Za p·� godziny zamkn‡ zn·w mnie wessie mrok

(jak sią m·wi ssią czy ssam nie wiem sssam) a potem

powr·cą tam, sk‡d rano wyjadą z powrotem

ciekawe, po co

Nie bo dzisiejszy czwartek

jest Wielki Wielki

pi‡tek sobota niedziela i ca�e

parą dni “eby mogli zmieni© czas na letni

i “yczy© mi serdecznie bym im da� zarobi©

bul‡c na “arcie i inne b‡belki

Wielki Czwartek taki Wielki czwartek

o kurwa

NIKOMU

tego dnia w�a»nie zasiad�em na ty�ku

bo chcia�em napisa© poemat.

Z tym, jak sią sta�o, by�o tak:

By�em ju“ wywalony z jednych studi·w in absentia, z drugich

mieli mnie w�a»nie wypieprzy©, a ja jeszcze my»la�em

“e wszystko - he!he!he! - sko½czy sią dobrze.

Wiąc to by�o tak, jak kto wierzy poetom

Nic ju“ nie zostawa�o, tylko si‡»© i pisa©.

Zaty�kowi�em sią i na w�asny ogon

(patrz ma�pka Fiki-Miki) poprzysi‡g�em, “e

ty�ek mi sią nie ruszy, a graba bądzie skroba�a

w�a»nie tak, czyli po prostu tak, czyli “e jak? powiedzmy niczym

facet jad‡cy przed siebie wzd�u“ szosy

powiadam, wzd�u“ szosy, to znaczy

jeszcze nie ca�kiem w poprzek

trochą ju“ sko�owany a i inteligencja nie ta

przecie“ chodzi�e» do szko�y i musia�e»

my»le© by© przytomny i wiedzie© co jest grane

taka d�uga szosa i taki d�ugi poemat

trzymasz rąką na wajsze i kiedy »wiat�a, to na wajchą

znak, to na wajchą nie ma znaku

to wtedy siedzisz na ty�ku a dyzel po�yka drogą

tak‡, jak zwyk�a droga kt·r‡ po�yka gdy po�yka drogą

mo“na za�o“y©, “e dowozisz mleko do mleczarni

albo piwo do piwiarni, jak ka“dy dow·dca.

Te“ kiedy» chcia�em by© poet‡ a muszą tak pisa© w““yt i na bok

w“““yyt i na bok przelatuj‡ w poprzek szyby

drzewa autostopista policjant pa½stwowy »winia

tam wy“ej nad g‡bk‡ dachu pewnie na pewno jest niebo

a nad nim īw. Franciszek pies śajka i īw Wilk

ale nie patrzysz na niebo

w dzisiejszych czasach.

te“ kiedy» chcia�em by© poet‡ i nawet chcia�em pisa© wiersze

tego chcia�em i nawet te“ tego chcia�a moja publiczno»© ile

ich by� lepiej nie pyta© ale byli tymczasem

“ycie zbli“a sią do p·�metka a ja nie chcą

by© odkryty niczym za przeproszeniem Norwid w iks lat po »mierci

przez takiego, po kt·rym zostanie go�e nazwisko

metafora przepastna niczym szczypiorek na wiosną:

skazany na cią“kie norwidki ach moja czapka norwidka

piszesz drukujesz posy�asz a oni patrz‡ na ciebie

jak na powietrze techniczne to takie z samym azotem

je»li kto» by mnie pyta� o zdanie, wola�bym grochowiaki

cho©by i do“ywotnie tak, “e naprawdą nie mogą

by© dalej poet‡ muszą pluj‡c w brodą

zosta© poemacist‡, bo ju“ ten cholerny p·�metek

chyba w innym zaborze m·wi sią po�owinki

o co chodzi czytelnik �askawie po�o“y na to lagą

zreszt‡, co to za poemacista, kt·ry pisze do rzeczy

c·“ to za poemacista, kt·ry m·wi, “e o co» mu chodzi

i o to o co m·wi “e mu chodzi mu chodzi

zreszt‡ w og·le m·wi o co chodzi

nie tak sią zdobywa belweder i inne pornosy bis..

Tutaj zamknijmy nawias w poemacie nie mo“e

by© nic, sk‡d by czytelnik dowiedzia� sią czego»

albo czego» nauczy� kartką pachn‡c‡ drukarni‡

bo zginie jak Piąknouchy, kto ma co» do powiedzenia.

i jeszcze - naiwny naiwny- by to us�yszeli krytycy

S�usznie powiada poeta jelenie s‡ tylko w terenie.

W““yt i ju“ migawką dalej w““yyt i ju“ dalej dwie

byle czytelnik nie zasn‡� i byle sią nie ockn‡�

zmro“ony widokiem szajsu co sią rozpiera na kartce

a on na½ wybuli� kasą i za co teraz p·jdzie na dziwki

wiąc kropka po co kropka a po co po co kropka

wiąc ani kropki ani po co i to sią nazywa wyb�ysk talentu

zawsze sią mo“e przyda©, gdy komuni»ci wy�‡cz‡ zn·w pr‡d.

By� czas, “e by�em m�ody a nawet by�em w Rimini

Nie wiedzia�em, co z sob‡ zrobi© i co mia�em z sob‡ robi©

P�ywa�em w soli potem na dworcu spotka�em ragacą

Super po“yczy�a mi kom·rczak i ju“ wiedzia�em, co z sob‡ robi©

Jeszcze fajniejsza, ni“ szwabka, co wskaza�a mi drogą w nocy

Mo“e nie ca�kiem w nocy, ale za to po francusku

A grajdo� ten zwa� sią ca�kiem z roma½ska: Kolonia

/ale woda w fontannach by�a H2O dziąki czemu przetrwa�em/

A akcent mia�a... a ja spojrza�em na ni‡ tylko raz.

Ale makaroniara z kom·rk‡ by�a naprawdą naprawdą

Naprawdą i to jeszcze trzynastego sierpnia

W trzy lata przed ko½cem wieku.

Ja wiem, “e ona tego przenigdy nie przeczyta

Bo t�umacz, promocja, spis lektur

obowi‡zkowych w tym piąknym kraju

O Niemrze pr·bowa�em napisa© wypracowanie

Lektorka “abojadka w bia�y dzie½ da�a mi pa�ą

Co za lekcewa“enie studenta

Wiąc by� czas, “e by�em m�ody i by� czas, “e by�em w Rimini

By� czas “e mia�em czas albo czas mia� mnie

Pamiątam, kiedy Wa�ąsa rzek�: my sią jeszcze bądziemy »miali

Pamiątam, jak »piewa� Fog pamiątam dni, dalekie dni

Znaj‡c m‡ pamią© futbolisty fenomen, “e wogle co» pamiątam

I co tu jeszcze mo“na powiedzie© przecie“ ja nic nie m·wią.

Je»li maj‡c cokolwiek do powiedzenia zawis�e» nad kartk‡

to ju“ rozwiera swoje cierpliwe wrota matka geniuszy szuflada

to ju“ jest kardynalny b�‡d niczym b�‡dz‡cy kardyna�.

Pamiątam w Gliwicach w kinie Bajka by�em na Trzech Muszkieterach

i tellurycznym kardynale Richelieu co rzek� zosta½my

przyjaci·�mi

postraszywszy spiczast‡ mordk‡ nie myli© z rodakiem Szpicbr·dk‡

istny Niemiec sztuczka kusa

sk�oni� sią go»ciom uk�adnie zdj‡� kapelusz i da� susa

z kielicha a“ na pod�ogą niczym obcy

·smy pasa“er Nostromo w wersji z Kosmicznych Jaj o kurna ale

“ebym nie zasn‡�.

To nijak ma sią do rzeczy lecz rzecz w tym by sobie powiedzie©

“e nie ma “adnej rzeczy do kt·rej co» by mia�o by©

jak w Dekalogu: “adnej rzeczy ani tego, co by�oby do niej.

W““yt W““yt szumy ci‡gi zlepy niczym kilwater przed dzi·bem

tylko czuj duch “eby» ani sią nie przebudzi� ani nie zasn‡�

przelatuj‡ z lewa na prawo sp�achcie piany

Gdy umys� »pi, czuwa U0P; gdy czuwa umys�, trzeba i»© tyra©

kto lubi jedno albo drugie? Ko�ysz nas, poemacisto

i po co zaraz dziadek Freud, starczy papa Milton, rzecz jasna

Erickson.

Nazywam sią Milton, bo za miltony Wiadomo, poemacista gada

ooo, by�aby dobra nazwa dla tego gatunku: pleciuga

(Ple©, pleciugo! jak wiersze zaczyna� wiadomo kto

i czy“by nie mia� racji?)

wiąc stanąli»my na tym, “e poemacista gada

A czytelnik chyba nie bądzie taki gupi, “eby sią przej‡©.

Pora na dystraktora przychodzi baba do nababa

nie kobieta do poety a poeta ty“ kobieta

nie ju“ powa“nie o poecie, kt·ry

mia� skubany student·w i razu jednego im wywiesi�

studenci, kt·rzy maj‡ niezdanego Milana Kunderą

le poete s'onanise maj‡ sią przyczo�ga©.

(bo to nie by� examin z dziad·w, tylko z jugologii)

kto» skre»li� co dopisa� kt·rzy on sią mu odpisa�

co po“yjem to dla nas(koniec cytatu - M. Kundera)

( taki to duch epoki) przytomny studenciak

oddopisa� co wolno Milanowi Kunderze

to nie tobie szanowny panie profesorze hue hue hue

finis dystraktor prądko w“yt w“yt w“yt i spr·bujemy udowodni©

“e i autor nie wypad� wronie spod ogona

wrącz przedziwnie; a je»li m·zg mi ju“ ca�kiem wywnukowa�

to jeszcze pamiątam dni dalekie dni

niekoniecznie kalekie (tak, to by�a pierwsza reakcja

dla tych, kt·rzy mnie znaj‡)

jeszcze w podstaw·wie niech sią »wiąci pierwszy kwietnia

w si·dmej przyszli»my na ·sm‡ i sią okaza�o

“e no w�a»nie niech sią »wiąci pierwszy kwietnia

Wiąc zamienili»my sią klasami z pierwszakami

siedzimy w ich mikro�awkach na tablicy

zosta�o z poprzedniego dnia byli»my na wycieczką

widzieli»my rzeczką a w rzeczce p�ywa� szczur wodny

Dzieci jak sią pisze szczur wodny

pyta dupniąty Pawe� mniej dupniąty Henio

na tablicy wybadčguje skurwysyn wodny

ogromnie dumny z wykazanej znajomo»ci rzeczy

wspomnienie ach wspomnienie chyba “e woli kto» le© pleciugo

c·“ jeszcze pozosta�o? chyba tylko

dy“urne w““ytt w““ytt w““ytt w““ytt w““ytt

Ale dlaczego to sią ko½czy čle

ale dlaczego czy mnie by�o čle

tam, gdzie by�em tak, jak inni, je“eli

kiedy» tak by�o “e by�em i to jak inni

a teraz ju“ nie wyci»niesz w·dki, co wsi‡k�a w pampersa

przecie“ tak by© by mog�o

by�bym poet‡ trzydziestolatkiem mia�bym konkubiną

albo za przeproszeniem “oną i bachora w wieku

w kt·rym bachor jeszcze nie zadaje pyta½

i ani jednej drzazgi ostrogi bykowca

Bo »lepy to by� Steve Wonder a g�uchy by� Bethoven analfabeta

nie ko½czmy zdania to jest poemaciszcze bez klucza

wszyscy “ywi i zdrowi doktorat sam ro»nie

o jedenastej praca gdzie nic nie kosztuje sp·čnienie

obiad i �·“ko z poduszk‡ i bez budzika na skraju

jeszcze nie smuga cienia jeszcze nie marska prostata

tylko “y© bo komu chcia�oby sią w takich czasach

cokolwiek, chocia“by umiera©

Wz“ytt Wz“ytt jeszcze mu klajstru niechaj to jako» sią trzyma

nie wszystkie mury tworz‡ materyj‡ przedni‡

w dziury k�adzie sią ksi‡“ki, a nawet szajs vide Kochanowski

kolejny kt·ry uwa“a� “e jak Jan to od razu geniusz

To jeszcze by�aby ksi‡“ka Tao Kozio�ka-Mato�ka

O tym, jak kozio� biedaczysko szuka� po ca�ym »wiecie

tego, co bardzo blisko cho© niepoprawna politycznie

to tylko Chi½czycy m·wili, “e mądrzec jest istot‡ bez p�ci

Potem mog�aby by© druga Tao Hermana Brunnera

No wiąc to by�aby ksi‡“ka teraz proszą o W““ytt W““ytt W““ytt

Zapomnia�em jeszcze podtru© o tym, “e powoli

albo te“ mniej powoli ale pos�uchajcie co

zanim szajbnie 40 lat tym, co do“yj‡

wejdčcie do byle czytelni

p·�ka nazywa sią: spychologia rozbojowa, czy w granicach b�ądu

mo“na przeczyta© wszystko znowu w granicach b�ądu

ale na pewno co stanie sią z twoim brzuchem g�ow‡ i dorobkiem

czy ju“ czas? cz�owiek z si� wszystkich odstawia� sztubaka

do imentu do oporu do dedlajna

pytaj‡c siebie czy to jeszcze nie ju“ a“ us�yszysz ju“

wiąc ju“ czas komu w�asnej pow�oce doczesnej wymy»la© od »cierw

przecie“ lubi�a trawką

miądzy nami trzydzielatami mnie te“ jeszcze przed wiekiem

jezusowym wydar�o sią westchnienie

kiedy raz siad�em na ty�ku i us�ysza�em stąkniącie

zreszt‡ me w�asne oj wydar�o sią wydar�o

a zawsze by�em siada�em i zawsze by�em wstawa�em

niczym sea harrier nie myli©

z karierowiczem wa½k‡ wsta½k‡

wiąc wstawa�em siada�em siada�em wstawa�em

a“ raz usiad�em i us�ysza�em “e kto» stąka

i zrozumia�em “e miądzy nami menami to ju“

i nawet nie mia�em ochoty wyjecha©

na p·�noc nad jezioro by sią tam powydziera©

lub w Tyrol by pojod�owa©

wiąc ju“ nie pojod�ują i nie podtrują

tym lepiej dla »rodowiska

a teraz jeszcze miejsce, by w nie wpisa©

miądzy nami abstynentami, my to za�atwiamy inaczej

mo“e kto» jeszcze uwierzy

w ka“dym razie, je»li kto» sili sią napisa©

dzi» o tym, co bądziemy pisa© za dziesią© lat

i korci go biblioteczna p·�ka z kawa�kiem kartki

nier·wno zaczernionym: psych. rozwojowa

wiek p·čny dojrza�y Bromley i sp·�ka ZOO

to nie ze mn‡ sekunda by rozejrze© sią w kueczko

czy jest kto», kto sią nie pozna�

i g�o»no no, przynajmniej nie ta p·�ka

To powiedzia�em co moje i tyle mojego

Teraz tylko ju“ “yczą pozosta�ym tego, co ich spotka i tak

Te teksty o pokoleniu, kt·re zostawiam

a mo“e w kt·rym mi sią nie zrodzi�o

sam bym chcia� wiedzie©

a zaczą�o sią od

patrz sam pocz‡tek niniejszego

I nadchodzi czas na inwokacją trzykrotne i raz profilaktyczne

Ja» nie odszczeka�

Ja» nie odszczeka�

idčcie spa©

Poemat sią sko½czy� ju“ go nie ma

Poemacista chwilowo nieobecny po prostu trafi� szlag oczywi»cie

go odkryj‡

Bo musz‡ w ko½cu napisa� parą wierszy

mniej beznadziejnych, ni“ to poemaciszcze

Wiąc potrzebne jest przynajmniej nieco mniej beznadziejne t�o.

Tam gdzie jest gra musi by© kto wygrywa i ka“dy jako» umia� mie©

za “ycia co mu sią

nale“a�o - co najmniej po ryju - a on bidasek by� jak Ja», co

nie odszczeka�

Bo czy kto» kiedy» widzia�, jak fasola szczeka?

wiąc palcie »wieczki nad bidaskiem mo“ecie te“ pod

mo“e sią ruszy w ko½cu z ty�ka

cho©by i post mortem miast tka© poemaciszcza niczym “onaty paj‡k

Za p·čno na pytania kto zabi� Kaina (Abelard) dok‡d

prowadz‡ wszystkie drogi (do rowu) dlaczego

policjant pa½stwowy chodzi z psem (ka“da

potwora ma swego amatora) co s‡dzisz

o dorobku O' Hary (0' Hary

posz�y w las, wr·c‡, jak bąd‡ szczepi©)

co m·wi »wini do »wini? (jestem w nastroju/eventualny bis/

niepodk�adalnym)

czy by© poet‡ to by© Bogiem? A mo“e jest miądzy nimi r·“nica?

( w�a»nie nie ma: zar·wno jednym, jak i drugim trzeba sią

urodzi©)

czy prawda “e wszechkwiat powsta� od jednego dobrego pytania?

je“eli, to mam tylko jedno pytanie - dlaczego nie m·j?

mo“e jeszcze dobre pytania maj‡ swoj‡ moc, mo“e

co» jeszcze mo“na uratowa© poczarowa© i (moja) prawda zwycią“y?

czy prawda? tak. dobrze zmy»lone - szkoda, “e nieprawda

a “e nieprawda zwycią“y, o to nie trzeba sią martwi©